Leniwa powolna wycieczka
d a n e w y j a z d u
28.00 km
8.00 km teren
01:40 h
Pr.śr.:16.80 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Leniwa powolna wycieczka z przygodą.
Szukałem przejazdu przez rzekę, bo kąpiel mnie nie ciekawiła. Jechałem więc łąką wzdłuż niej. Po kilkuset metrach znalazłem kładkę, a dokładniej pień przerzucony przez rzekę. No tak, piechotą nie ma problemu przejść ale rower? Zrezygnowany ruszyłem w przeciwną stronę z nadzieją, że tam się coś znajdzie. Wszak rolnicy muszą jakoś dojeżdżać do swoich pól po drugiej stronie! Po ok. kilometrze znalazłem chyboczący się mostek i przeszedłem po nim na drugą stronę. Uradowany wsiadam na rower i ruszam dalej w stronę bitej drogi. Ale znowu dylemat. Jak to zrobić, żeby nie przejeżdżać przez podwórka tych rolników? Znowu ruszyłem wzdłuż rzeki i po kilkuset metrach znalazłem miłą łąkę, po której (jak sądziłem) zdołam dojechać do asfaltu. Lżejsze przełożenie i lecę. Nagle poczułem, że rower zaczyna jechać coraz ciężej, a spod kół dobiega znajomy i złowrogi chlupot. Cholera... Woda... No ale trzeba pedałować dalej, bo przecież się nie zatrzymam. Jednak rower lgnie coraz głębiej, a do asfaltu jeszcze daleko! Nagle przednie koło wpadło głębiej, tylne zabuksowało, a ja chciał nie chciał musiałem podeprzeć się nogami. Wtedy doceniłem fakt posiadania dużej stopy (nr 45) i dzięki niej moje buty nie zanurzyły się tylko na głębokość podeszwy. Ale co tu zrobić?! Przecież nie będę tak stał i czekał, aż woda wyschnie. Silne odepchnięcie się nogami od ziemi by wyrwać przednie koło z dołka i pedałuję dalej. Tym razem omijając miejsca o największym nagromadzeniu białych kwiatków (rosły tam gdzie było najwięcej wody). Po kilku minutach pedałowania z suchym wnętrzem butów, ale za to mocno spoconym czołem dotarłem do asfaltu.
A miała to być spokojna leniwa wycieczka... no nie wyszło... Było za to ciekawie :)
Kategoria Sam


