Sztuka kompromisu
d a n e w y j a z d u
16.00 km
0.00 km teren
00:41 h
Pr.śr.:23.41 km/h
Pr.max:40.00 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Miałem problem czy wybrać spotkanie z kolegami czy z Anką oraz chęć wybrania się na rower. Pojechałem rowerem do Anki na godzinkę, a po powrocie poszliśmy z Markiem, Czesiem, Krzyśkiem i Wojtkiem do Diavoli ;]
Kategoria Sam
Z południowej strony miasta ;)
d a n e w y j a z d u
33.00 km
0.00 km teren
01:21 h
Pr.śr.:24.44 km/h
Pr.max:50.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Start o 10:30 z zamiarem powrotu o 12. Obrałem kierunek Unin. Następnie skręciłem w prawo i przez Reducin i Mierżączkę 
dojechałem do obwodnicy

W czasie jazdy ambicje urosły do zrobienia pełnej pętli wokół miasta, czyli dalej przez: Sulbiny, Rudę Talubską, Górki, Rębków, Wolę Rębkowską, Miętne i Puznów do domu. Postanowiłem spróbować, chociaż wiedziałem, że mam o wiele za mało czasu. Wjeżdżając do Woli Rębkowskiej zastanawiałem się czy nie napisać do Marka, ale uznałem, że pewnie jest już w Poznaniu. Chwilę później Marek był chyba tak samo zdziwiony jak ja ;] Okazało się, że zrobił sobie małe wolne i siedzi w domu. Pogadaliśmy "chwilę", (która trwała jakieś 1,5 godziny) między innymi planując wakacyjne wyjazdy.
Z mojego powrotu do domu o 12 nic nie wyszło. Byłem ok. 13:40 ;]
Prędkość maksymalna osiągnięta jadąc za łotewską ciężarówką. Niestety za mocno kurzył i musiałem odpuścić.
Między punktami "H" oraz "I" w rzeczywistości jest prosta droga. Google ma wybrakowane mapy ;]
Kategoria Sam
Wielka Sobota
d a n e w y j a z d u
17.87 km
0.00 km teren
00:53 h
Pr.śr.:20.23 km/h
Pr.max:32.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Jakoś po 17 mały wyjazd w kierunku Miętnego. Tam skręciłem w prawo na Puznów. Trochę ćwiczyłem wheelie i pobiłem swój życiowy rekord. 1670m na jednym kole. Powrót po polach. Zdjęcie okolic mojego domu (słabe):
Potem krótkie kręcenie po okolicy i powrót do domu trochę po 18, bo zimno się zrobiło. I tak czachę mi przewiało, ale jeszcze zdrowy jestem, więc może nie będzie źle :)
Kategoria Sam
Krótki wypad
d a n e w y j a z d u
13.16 km
0.00 km teren
00:34 h
Pr.śr.:23.22 km/h
Pr.max:35.00 km/h
Temperatura:15.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Po 14 szybki przejazd: Garwolin->Miętne->Wola Rębkowska->Garwolin. Ciepło, prawie bezwietrznie, miło ;) Powrót o 15.
Dwa zdjęcia:

Kategoria Sam
Godzinka jeżdżenia
d a n e w y j a z d u
16.01 km
0.00 km teren
00:43 h
Pr.śr.:22.34 km/h
Pr.max:40.00 km/h
Temperatura:14.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Ok. godziny 14 przyszła chęć na jeżdżenie. Najpierw krótka pętla wkoło domu, by sprawdzić czy nie zamarznę w polarze. Okazało się, że jest całkiem ciepło, więc wyszła trasa Niecieplin->Puznów->Jagodne->Michałówka. Trochę wiało, ale nie było najgorzej. Zdjęć brak.
Kategoria Sam
Rozpoczęcie sezonu
d a n e w y j a z d u
18.27 km
0.00 km teren
00:54 h
Pr.śr.:20.30 km/h
Pr.max:36.00 km/h
Temperatura:13.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Od kilku dni jest dość ciepło. Wystarczająco ciepło by bez kilku warstw ubrań wyjść na rower. Od dawna miałem ochotę na wyjście na rower. Słaba pogoda, brak czasu i nadzwyczaj częste choroby mi jednak nie pozwalały. Od kilku miesięcy na blogu nie pojawił się żaden wpis. To chyba wystarczające powody by w końcu zacząć sezon rowerowy 2010 ;)
Kilkanaście minut po 16 po sprawdzeniu prognozy pogody na new.meteo.pl oraz za oknem uznałem, że nie chce mi się czekać dłużej. Najpierw powolutku po przyległych uliczkach. Wyjechałem nawet kawałek za ostatnie zabudowania na sąsiedniej ulicy. Takie zdjęcie:
Jednak 3 całkiem spore psy nadciągające z boku oraz wiatr, który okazał się bardziej przeszywający niż zakładałem szybko skłoniły mnie do powrotu w bardziej cywilizowane rejony. Pojechałem do domu po jeszcze jedną bluzę. Kilka minut później testowałem garwolińską "ścieżkę rowerową" od Ekonomika w kierunku Orlenu. Prawie tradycyjnie zatrzymałem się na wiadukcie nad obwodnicą. Słońce całkiem przyjemnie świeciło, wiatr już mi tak nie przeszkadzał. Spróbowałem zrobić panoramę widoku, ale niestety mierny ze mnie fotograf, bo zdjęcia mi się nie połączyły. Wyszły 2 kulawe panoramy ;] Jedna jest krótka. A na drugiej na pierwszym planie można obserwować przepiękny okaz transformatora niskiego napięcia.

I jeszcze takie jedno.
Następnie pojechałem starą drogą w kierunku Michałówki. Wiatr wiał w plecy więc prędkość całkiem wysoka.
Bez zatrzymywania skręciłem na Miętne, które minąłem po kilku minutach. Za ostatnimi zabudowaniami zaczęło wiać dość mocno i to prosto w twarz więc jechało sie mało przyjemnie. Następnie przejechałem przez Wolę Rębkowską i skierowałem się w kierunku Garwolina. Postałem chwilę na wiadukcie nad obwodnicą na 2 Armii Wojska Polskiego, zrobiłem zdjęcie:
ale uciekłem po chwili, bo na schodkach siedziała jakaś zakochana para, której nie zauważyłem. Trochę dziwne miejsce na randkowanie, bo hałas przejeżdżających obwodnicą samochodów jest dość duży, ale co kto lubi...
Stamtąd już bez żadnych przygód wróciłem w okolice domu.
Tyle ;)
Kategoria Sam
Mały wypadzik
d a n e w y j a z d u
18.10 km
0.00 km teren
00:43 h
Pr.śr.:25.26 km/h
Pr.max:43.00 km/h
Temperatura:12.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Ok. 13 wymyśliłem że korzystając z ładnej pogody trzeba się przejechać. Zresztą od dawna miałem ochotę na jakąś wycieczkę.
A więc wyszedł kursik: Garwolin->Czyszkówek->Górki->Rębków->Wola Rębkowska->Garwolin
Kilka zdjęć:

Myślałem, że po ponad 1,5 miesięcznym urlopie od roweru dzisiaj będzie cienko, ale jak widać po średniej całkiem szybko mi się jechało.
Licznik sprawuje się dobrze. Ma sporo niższy kontrast od starej sigmy 300, przez co traci na czytelności, ale nie narzekam. Trochę nie mogę się przyzwyczaić do nowego gniazda TwistLock, ale to pewnie kwestia czasu. Póki co nie narzekam, a potem się zobaczy.
Kategoria Sam
Listopad ;]
d a n e w y j a z d u
1.65 km
0.00 km teren
00:05 h
Pr.śr.:19.80 km/h
Pr.max:30.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Przyszedł nowy licznik, więc trzeba było zamontować. A po montażu sprawdzić czy działa. Przy okazji skoczyłem do sklepu. Oto on ;]
Kategoria Sam
Wycieczka z historią w tle - dzień 3 (niedziela)
d a n e w y j a z d u
43.00 km
0.00 km teren
02:22 h
Pr.śr.:18.17 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Niedziela powitała nas słonecznie. Obudziłem się całkiem wyspany. Zjedliśmy śniadanie, które trochę nam się przedłużyło. Potem szybkie pakowanie, kilkanaście minut rozmowy z panem Włodkiem i przyszedł na nas czas.
Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie przed domem:
i po dość długim pożegnaniu ruszyliśmy do Kotunia, skąd przed południem miał nas zabrać pociąg do Mińska Mazowieckiego.
Na stacji czekamy z Iwoną na resztę ekipy, która robi jeszcze zakupy.

Pociąg odjechał z małym opóźnieniem, ale teraz nigdzie nam się nie spieszyło.
W Mińsku byliśmy już ok. 12:30. Znieślismy rowery do tunelu pod peronami i skierowaliśmy się w kierunku wyjścia ze stacji. A tam taki fajny podjazd dla wózków. Więc czemu nie miałby być dla rowerów? :D

A jednak nie był dla rowerów ;] Znak zakazu zobaczyliśmy dopiero gdy wyjechaliśmy ze stacji
Bez żadnego błądzenia wyjechaliśmy z Mińska w kierunku Siennicy.

Dalej droga przebiegała spokojnie. Wiatr wiał z boku więc nie przeszkadzał zbytnio w jeździe. Do tego było całkiem ciepło, nawet bardzo ciepło jak na końcówkę września. Kilka kilometrów przed Siennicą wyprzedziło nas dwóch kolarzy. Postanowiłem spróbować czy będę w stanie dotrzymać im tempa. Dogoniłem ich dość łatwo, a kawałek dalej na podjeździe do Siennicy udało mi się ich wyprzedzić. :) Jednak w Siennicy musiałem poczekać na pozostałych.
Tam też zrobiliśmy ostatnie zakupy, zjedliśmy po lodzie i po krótkim odpoczynku pojechaliśmy dalej... ale niedaleko :)
Po minięciu ostatnich zabudowań zjechaliśmy na łąkę i zarządziliśmy obiad, który baaardzo nam się przedłużył. Tak fajnie siedziało się na zielonej trawce, że nikomu nie chciało się podnieść i jechać dalej.
W końcu kilka minut przed 15 zebraliśmy się by jechać dalej. Jednak przy wyjeździe z łąki Anka chyba przeceniła swoje możliwości i przy próbie przejechania przez rów wyłożyła się pięknie w krzaki. Niewiele brakowało do uderzenia głową o betonowy murek, ale na szczęście skończyło się na śmiechu.
(wiem, wiem... zamiast ratować Annę to ja zdjęcia robię ;])
Po tym incydencie już bez większych wydarzeń dojechaliśmy do Starogrodu, gdzie pożegnaliśmy Iwonę.
We czwórkę kontynuowaliśmy przez Stodzew, Parysów

W Głoskowie Piotrek pożegnał się z Markiem i Anką, a ja odprowadziłem go kawałek w kierunku Łętowa, by pokazać mu drogę do domu. Po chwili zawróciłem i ruszyłem szybkim tempem w kierunku Garwolina.
Anke i Marka dogoniłem na wysokości Niecieplina. Stamtąd spokojnym tempem dojechaliśmy do Garwolina, gdzie zakończyła się wspólna wycieczka. W domu byłem ok. 16:30.
Bardzo chciałbym podziękować Ance, Iwonie, Markowi i Piotrkowi za wspólny wyjazd i spędzony razem czas. Bardzo się cieszyłem, że wreszcie jedziemy gdzieś razem, ale nie spodziewałem się, że wyjdzie tak fajnie i ciekawie. Na pewno wszyscy miło będą wspominać ten weekend. :) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wybierzemy się gdzieś w takim, albo jeszcze większym gronie. Będzie to na pewno coraz trudniejsze, ale może się uda ;) Pożyjemy, zobaczymy. :)
Dziękuję też Markowi za użyczenie zdjęć na potrzeby tych wpisów. Nie sa one podpisane, ale większość fotek z tej wycieczki nie należy do mnie - łatwo poznać które, bo są duuużo lepsze.
Tym sposobem chyba zakańczam sezon rowerowy 2009. Jutro rano jadę na uczelnię i czasu i pogody na rowerowanie będzie bardzo mało. Pewnie jeszcze jakiś dzień się znajdzie, ale na pewno nie będą to długie wyjazdy. Stan licznika to prawie równe 7700km. Na początku kwietnia pokazywał 6438km, więc przejechałem jakieś 1260km. Nie wszystkie wycieczki jednak znalazły swoje udokumentowanie na blogu.
Kategoria Inne
Wycieczka z historią w tle - dzień 2 (sobota)
d a n e w y j a z d u
85.00 km
0.00 km teren
05:19 h
Pr.śr.:15.99 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Początek drugiego dnia naszej wyprawy nie był dla mnie zbyt przyjemny. Nie spałem pół nocy i po prostu się nie wyspałem ;] Z łóżka wydostałem się jednak dopiero o 7:30 i po szybkim ogarnięciu pojechałem z Iwoną do sklepu po jedzenie na śniadanie.
Wracaliśmy z nastawieniem, że czeka już na nas gorąca herbata, bo troszkę zmarzliśmy po drodze, ale niestety rozczarowaliśmy się. Wszyscy byli jeszcze w łóżkach...
Po śniadaniu przepakowaliśmy plecaki i sakwy zostawiając część niepotrzebnych rzeczy. Pan Włodek miał dla nas "misję specjalną" do wykonania. Poprosił nas o znalezienie informacji na temat jego krewnego, który walczył w okolicach Siedlec podczas II Wojny Światowej. Znał tylko jego imię i nazwisko i wiedział, że zginął zaraz po wojnie. Nie nastawialiśmy się zbyt mocno, że nam się uda dowiedzieć czegokolwiek, ale postanowiliśmy spróbować.
W drogę wyruszyliśmy kilkanaście minut po 9. Zgodnie z radami pana Włodka skierowaliśmy się na Kotuń, ale w miejscowości Pieróg skręciliśmy na północ, by zobaczyć wydmy. Droga nie rozpieszczała. Duża ilość luźnego piasku zmuszała do przeprowadzania rowerów przez niektóre odcinki.
Chwila odpoczynku:

Na wydmy i tak nie trafiliśmy. Wyjechaliśmy obok torów w Kotuniu mijając stawy od strony zachodniej. Trudno... Przerzuciliśmy rowery przez tory i pojechaliśmy w kierunku Broszkowa.
Przecięliśmy drogę krajową nr 2 i skierowaliśmy się na Mokobody.

Tutaj droga była lepsza chociaż bardzo wyboista. Asfalt położony bezpośrednio na bruk kruszył się w wielu miejscach a łaty tworzyły postrzępioną mozaikę.
Za kilka kilometrów skończył się jednak asfalt i kolejny etap dane nam było jechać po bruku, który wytrząsł mi śniadanie z brzucha ;] Iwonie się jednak podobało...

Takim ciekawym traktem dojechaliśmy do Zaliwia, gdzie zajęliśmy się poszukiwaniami krewnego pana Włodzimierza. Napotkana starsza pani skierowała nas do najstarszej kobiety we wsi, która to mogła coś wiedzieć. Od niej dostaliśmy informację, jak znaleźć rodzinę poszukiwanego. Trzeba było wrócić z powrotem do wsi przez kładkę
i znaleźć czerwony dom obok kapliczki. Udało się z małą pomocą mieszkańców.
Okazało się, że trafiliśmy idealnie. Zdobyliśmy najważniejsze informacje dotyczące krewnego pana Włodzimierza oraz jego rodziny i pojechaliśmy dalej w kierunku Mokobód. Znowu przez kładkę :)

W Mokobodach zrobiliśmy małe zakupy, a ja naprawiłem licznik, który zaczął szwankować.
Po krótkim postoju ruszyliśmy w kierunku Męczyna. Droga na początku była całkiem przyjemna.
Potem standardowo zmieniła się w piaskową...
Po kilku kilometrach wróciliśmy jednak na asfalt
i po takiej luksusowej nawierzchni dojechaliśmy do Wyszkowa :)
W Wyszkowie skorzystaliśmy z gościny przedkościelnego trawnika i zjedliśmy trochę czekolady.
Studiujemy mapę ;]
Niestety (albo stety ;)) trochę pomyliliśmy drogę i okazało się, że jedziemy po prawej stronie Liwca (a mieliśmy jechać po lewej). Powrót do Wyszkowa średnio nam się podobał, więc w miejscowości Pierzchały zapytaliśmy o drogę do Grodziska (wioska leżąca po drugiej stronie rzeki). Treść rozmowy tak mniej więcej ;]
- Dzień dobry, my chcieliśmy się do Grodziska dostać.
- A to musicie przez rzekę... jedźcie tą drogą potem w lewo i cały czas prosto aż do rzeki.
- A to tam jakaś kładka jest?
- Nie... Kładki nie ma, ale woda po kolana tylko.
Kilka minut później dojechaliśmy do rzeki. Iwona jako pierwsza wskoczyła do wody zanim my wogóle zdążyliśmy pomyśleć o zdjęciu butów ;]

Woda rzeczywiście okazała się tylko do kolan. Do tego na drugim brzegu rzeki była łódka, którą Marek z Piotrkiem postanowili popłynąć w górę rzeki :D

Niestety nie byli w stanie opanować tego trumnopodobnego kanu i dali spokój. Po chwili na brzegu pojawił się właściciel łódki, bo chciał się przedostać na drugą stronę rzeki, więc chłopaki przeprawili Ankę i oddali własność ;]
A ja piechotką ;)


Od właściciela łódki dostaliśmy też dokładne wskazówki jak jechać dalej. Po kilkunastu minutach przejechaliśmy przez Grodzisk, gdzie dziewczyny zostały "obsypane" komplementami od grupki dziadków siedzących na ławce pod drzewem ;)
Za wsią skręciliśmy do lasu i przez następne kilka kilometrów męczyliśmy się na nieutwardzonej drodze.

W końcu dojechaliśmy do drogi głównej. Znak obwieścił nam, że do dzisiejszego celu naszej podróży zostało już całkiem niewiele
Już widać wieże kościoła
A nawet sam kościół.
Dojeżdżamy do zamku, z którego jak widać została sama wieża i trochę murów

Wspólne zdjęcia

Rowery zaparkowane...
...więc idziemy zwiedzić muzeum. Oczywiście zrobiliśmy to mało profesjonalnie i idąc w kierunku odwrotnym do kierunku zwiedzania. Trudno ;]

Następnie obejrzeliśmy całą budowlę z zewnątrz i przysiedliśmy na murach...


...co okazało się zabronione...
Wreszcie obiad ;)
Po blisko 2 godzinach spędzonych w Liwie nadszedł czas wracać. Kupilismy trochę prowiantu na (głównie pieczywa ;]) na kolację i niedzielę
i skierowaliśmy się na Jarnice i Wyszków. Pomiędzy tymi dwoma miejscowościami znajduje się punkt widokowy zwany Sowią Górą i oczywiście nie mogło nas tam nie być.

W Wyszkowie skręciliśmy w prawo na Oszczerze, a tam znowu w lewo do miejscowości Kopcie. Dalej wracaliśmy przez Czarnowąż i Kotuń. Kilka zdjęć z tego odcinka.

W Kotuniu znowu zrobiliśmy małe zakupy. Ja w międzyczasie pojechałem na stację sprawdzić o której odjeżdżają pociągi do Mińska. Rzut obiektywu (tzn. takiej soczewki w moim telefonie ;]) na kotuński, niezbyt ładny kościół
Z Kotunia wyjechaliśmy z małymi problemami dotyczącymi kierunku jazdy. Było chłodno. Mi nawet zimno, więc rozgrzewałem się kręcąc na niskim przełożeniu.
Ok 18:30 dojechaliśmy do Cisie

Pan Włodzimierz wyglądał nas już na drodze. Po kolacji i małym ogarnięciu się poszliśmy zdać relację z wycieczki oraz przekazać informacje na temat krewnego pana Włodka z czego bardzo się ucieszył.
Trochę po 22 wróciliśmy do swojego pokoju, gdzie zajęliśmy się przeglądaniem zdjęć Syberii, czytaniem poezji pana Włodka oraz popijaniem piwa zagryzanego chipsami. Trochę przed północą poszliśmy do łóżek, gdzie zasnąłem dość szybko :)
Trasa przejazdu:
Kategoria Inne


