Mrozek
d a n e w y j a z d u
27.96 km
0.00 km teren
01:18 h
Pr.śr.:21.51 km/h
Pr.max:30.00 km/h
Temperatura:-3.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Wyjazd z domu chwilę po 9. Kilka minut później powrót po uzupełnienie odzieży, bo jednak trochę wieje. Słabiej niż wczoraj, ale 3 stopnie na minusie, więc nie ma żartów.
Przejazd: Jagodne - Puznów - Głosków - Dudka - Kamionka - Oziemkówka - Goździk - Unin.
Mam parę fotek. Tym razem bez panoram.

Kategoria Sam
Mokro
d a n e w y j a z d u
10.70 km
0.00 km teren
00:43 h
Pr.śr.:14.93 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Wstałem rano, żeby wcześnie wrócić.
O 8:15 już siedziałem na rowerze. Zanim zdążyłem wyjechać z miasta zaczęło mżyć. Chwilę później asfalt zrobił się mokry. Nie lubię jeździć pochlapany błotem. Przejechałem przez Jagodne, Puznów i stamtąd wróciłem przez pola do domu. Tempo niższe niż spacerowe.
3 fotki pokazujące na jaką ładną pogodę trafiłem :)


Do Górek
d a n e w y j a z d u
16.21 km
0.00 km teren
00:45 h
Pr.śr.:21.61 km/h
Pr.max:35.00 km/h
Temperatura:-1.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Postanowiłem być twardy i jeździć dopóki drogi suche.
Dzisiaj wcześniej niż wczoraj. Już o 10:25 wyjeżdżałem z domu.
Do Górek wiatr w twarz, jednak sporo słabszy niż wczoraj. Uszy mi marzły pomimo dość grubej czapki. Rowerzystów mało ;]
W Górkach skręciłem w lewo na Rudę Talubską.
Za wiaduktem Lucin.
Tempo raczej spacerowe - takie, żeby móc oddychać tylko przez nos. Dzisiaj nie zmarzły mi stopy. Dłonie początkowo, potem w porządku.
Kategoria Sam
Start
d a n e w y j a z d u
8.23 km
0.00 km teren
00:36 h
Pr.śr.:13.72 km/h
Pr.max:25.00 km/h
Temperatura:0.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Pierwsza jazda w 2012 roku. Licznik przez kilka miesięcy wyświetlał przebieg 21286 km. Przez zimę rower zyskał nową przerzutkę przednią. Starą FD-TY10 (tzw. SIS) zastąpiło Alivio. Trochę problemów z regulacją, ale już jest w miarę dobrze.
Dzisiaj zimno i wietrznie, ale za to sucho. Uparłem się, że pójdę pokręcić chociaż pół godziny. Ubrałem się ciepło i zdrętwiałymi palcami stóp i czerwonym nosem nie odczułem tej pogody.
Zrobiłem kilka zdjęć, głównie na polach blisko mojego domu. Nic ciekawego.

Kategoria Sam
Garwolin
d a n e w y j a z d u
16.18 km
0.00 km teren
00:52 h
Pr.śr.:18.67 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Prawdopodobnie ostatnie dni ładnej i w miarę ciepłej pogody. I jeden z moich nielicznych dni w Garwolinie. Korzystając z tego zrobiłem sobie małą przejażdżkę po mieście. Przy okazji powstało kilka zdjęć.

Wiejska
Kościuszki
Prawie jak "bulwar"
Budowa basenu
Garwolińska Strefa Aktywności Gospodarczej - w budowie :)
Nowe osiedla.
I dość nowy blok.
Mak + Shell
Al. Żwirki i Wigury
A to już jak byłem wieczorem piechotką.
Kategoria Sam
G-05n „Pętla wilska”
d a n e w y j a z d u
66.08 km
0.00 km teren
03:01 h
Pr.śr.:21.90 km/h
Pr.max:50.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Ostatni dzień w domu przed wyjazdem do Radomia. 4 rok studiów przede mną. Pogoda ładna i szkoda było nie wykorzystać okazji.
Z domu wyjechałem kilka minut po 11-tej z zamiarem przejechania szlaku G-05n: Pętla wilska. Jego najbliższy mojemu domowi punkt znajduje się w Trzciance i tam też skierowałem swój rower. Pod górkę do Rębkowa:
Za Rębkowem (albo w sumie pomiędzy?):
Przed Stoczkiem krótki postój na rozmowę telefoniczną.
Stoczek
Do Trzcianki dojechałem o 35 minutach jazdy. Skręciłem w lewo, by przejechać szlak zgodnie z kierunkiem proponowanym przez Garwoszlaki. Most przez Wiglę
Żabieniec. Tu szlak skręca na zachód w stronę Wilgi.
Droga jak widać mniej komfortowa

I przejazd przez działki porozrzucane po lesie
Obok Las Wody.
Teraz już po asfalcie

Przecinam "Nadwiślankę"
I Wilga.
Zaraz za mostem szlak skreca w prawo, ale podjechałem pod kościół zrobić kilka zdjęć.

Z powrotem na trasie
Droga zbliża się do wału, a potem wiedzie wzdłuż niego. Za wałem jest Wilga.

A tak wygląda "garwolińska" rzeka tuż przy ujściu do Wisły

Jadę dalej. Wszędzie wokół sady.

Prawie jak pociąg drogowy
Zakrzew. Tu na rogu jest sklep, w którym postanowiłem kupić coś do jedzenia. Stanęło na jogurcie z bułką.
Dalej jabłonie.
W lewo...
a po chwili w prawo. Ogólnie cały czas główną.
Młody sad.

I dalej

Skręcam na Mariańskie Porzecze.

Lekka zmiana w krajobrazie
ale tylko na chwilę
Kościół w Mariańskim Porzeczu. Byłem tu już nie raz, ale zawsze robię zdjęcia.

Po prawej stronie widać (niestety słabo) dzięcioła nasuwającego w deski ;]
Jadę dalej.
Przecinam ponownie "Nadwiślankę"
Trochę sadów.
I kolejna miejscowość na szlaku - Ostry Bór.
Tutaj trzeba skręcić w prawo. Znaków nie ma, ale tak wynika z mapy.
Droga całkiem niezła.
Niestety nie na długo. Kawałek dalej skończył się asfalt i zaczęły piaski. Ale piaski to nic w porównaniu z bałaganem znaków. Wg drogowskazów trzeba jechać prosto.
Jadę więc, a tam po kilkudziesięciu metrach łąka i drogi nie ma, tylko ślady traktorowe wygniecione w trawie. 
To raczej nie jest szlak. Wracam i skręcam w prawo. Znowu działki i domki letniskowe. Po chwili dojeżdżam do skrzyżowania, jadę w lewo a tam znaki szlakowe. Dziwne...
Jadę prosto wg oznaczeń, ale droga prowadzi do lasu i prawie zanika. Znowu zawracam i skręcam w prawo. Trochę piachów, ale da się jechać. Znaków nie ma. 
Po kilkuset metrach drogę zagradza mi szlaban na czyimś podwórzu. Omijam je i dojeżdżam do jakiejś drogi prowadzącej na północny wschód. Jadę. Za ostatnimi zabudowaniami jestem zmuszony skręcić ostro w prawo. 200 metrów dalej dojeżdżam do leśnej szerokiej trasy, którą już znam. Tu szlak niebieski i zielony pokrywają się.
Trochę lasów
Tu w prawo. 
Droga teraz słaba. Dużo luźnego piachu. Trzeba się namęczyć.
I jeszcze więcej.
I tu też sporo.
Potem droga się poprawia. Po kilkuset metrach dojechałem do trasy Cyganówka - Uśniaki.
Na Uśniaki.

Koniec wsi, koniec asfaltu. Znowu w las.
Gęsty las.
Coraz bliżej Trzcianki.
Koniec piachów. Teraz cały czas prosto i za paręset metrów zamykam pętlę :)
I udało się. Przejechanie 38,6 km szlaku zajęło mi blisko 2 godziny.
Wracam do domu. Teraz z wiatrem więc sprawniej. Trzcianka.
Rębków.
Prawie Wola Rębkowska.
I wiadukt.
W domu byłem około 14:35.
Mapka:
Kategoria Sam
Praca
d a n e w y j a z d u
12.38 km
0.00 km teren
00:34 h
Pr.śr.:21.85 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Piekarnia. Praca. Dom.
Kategoria Sam
Praca
d a n e w y j a z d u
12.37 km
0.00 km teren
00:33 h
Pr.śr.:22.49 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Piekarnia. Praca. Dom.
Kategoria Sam
Praca
d a n e w y j a z d u
12.40 km
0.00 km teren
00:32 h
Pr.śr.:23.25 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Do piekarni. Do pracy. Do domu.
Kategoria Sam
Szlak G-04n „Pętla pilawska”
d a n e w y j a z d u
54.87 km
0.00 km teren
02:41 h
Pr.śr.:20.45 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Ze sporym opóźnieniem rozpoczynam opis mojej niedzielnej wycieczki.
Uparłem się, żeby przejechać cały niebieski szlak okrążający Pilawę. Ot, taki kaprys. Wprowadzanie zamiaru w czyn rozpocząłem w niedzielę około godziny 15-tej. Ubrałem się w miarę ciepło (krótkie spodnie + cienka bluza), nalałem wody do bidonu i 15 minut później jechałem już w stronę Michałówki, którędy przebiega wspominany szlak.
Okolice szkoły w Michałówce. 
Jagodne
W Puznowie znak kieruje w polną drogę, więc pożegnałem się z asfaltem.

Ostatnio była krowa - teraz jest koń :)
Widać już domy w Żabieńcu.

Mazowieckie wierzby.
A tutaj problem. Mapka Garwoszlaków pokazuje, że szlak wiedzie przez Choiny, a żeby do nich dojechać musiałbym skręcić tutaj w lewo. Ale tam nie ma żadnych znaków. 
Jadę więc prosto, a znaczek jest ukryty na drzewie za liśćmi.
Teraz przez las, aż do torów.
Za torami znowu chwila wątpliwości: w prawo czy w lewo? Ale jak się chwilę rozejrzałem to na słupie po prawej stronie zobaczyłem znaczek z rowerem. Jadę.
A wygląda on tak ;] 
Opcja prawa prowadzi przez stację kolejową Parysów i dalej do drogi Parysów - Wilchta. Lewej jeszcze nie znałem, ale zapragnąłem poznać :)
Najpierw jedziemy przez krzaczory, potem polem. Muuućki są:
Ostatecznie wyjeżdżamy w Parysowie przy moście. Parysowski rynek.
I wyjazd w kierunku północnym.
Teraz na Wolę Starogrodzką.
Po skręceniu czekał mnie mały podjazd, ale widoczek warty wysiłku.
Znowu przez las. Niestety pod chylące się ku zachodowi słonce.
Wola Starogrodzka. Ludzie wracają z kościoła.
Szlak prowadzi teraz drogą za przystankiem.
Najpierw przez pola. Dużo piasków, ale od czego jest ścieżka ;)
Potem przez las.
Znowu dużo piachu, ale zaskakująco równa ścieżka pozwala na wygodną jazdę.

W kierunku Gocławia.
Tamtejszy kościół. Obok stała starsza moherowa pani, która dziwnie mi się przyglądała. Kiedy już schowałem telefon i zbierałem się do odjazdu wepchnęła palec do nosa i zaczęła w nim grzebać z zapałem.
Teraz w stronę Puznówki.
Ale zaraz za ostatnimi domami miasteczka trzeba skręcić w lewo do lasu.
Trasa kluczy nierównymi dróżkami. Momentami ciężko znaleźć znaki i łatwo można zjechać ze szlaku.

Nie pomyliłem drogi i wyjechałem na pola. Przede mną Niesadna.
A tu trzeba skręcić w prawo, chociaż znaków nie ma.
Widać już Puznówkę.
No i jestem. Teraz w prawo.
Przez DK 17 ciężko było przejechać. Powroty z weekendu się zaczęły i ruch ogromny. Ale jakoś się wcisnąłem. Słońce coraz niżej.
Przed przejazdem kolejowym wg wskazówek skręciłem w prawo. Droga prowadziła przez las wzdłuż torów. Potem przecięła je.
Za następnym przejazdem powitał mnie znak Augustówka i odwrócony do mnie ogonem srający pies... Nie nie. Nie ma jego zdjęcia ;]
Do Jaźwin.

Tam jest trochę niejasności, ale znalazłem odpowiednią drogę. Na początku nierówna. Potem zarośnięta, patyki strzelające pod kołami, a momentami zdradliwe, pozornie wyschnięte błota - chociaż deszczu nie było ze 3 tygodnie. Ten odcinek wymęczył mnie dość mocno. Do tego słońce chowające się za drzewami przestało grzać i zrobiło się zimno. W Łucznicy się trochę zapędziłem i zapomniałem skręcić w lewo. Na szczęście szybko zauważyłem błąd i wróciłem na szlak. Znowu przez las, tym razem po sypkim piasku. Momentami było go tyle, że musiałem prowadzić rower. Chociaż jechałem cały czas prosto na moment zgubiłem gdzieś trasę, ale kawałek dalej wpadłem na nią z powrotem. W końcu widać Krystynę.
Ludzie poubierani w polary i grube bluzy dziwnie na mnie patrzyli świecącego gołymi nogami, ale trudno ;]
Dojeżdżam do Miętnego.
W okolicach tamtejszego kościoła uznałem, że trzeba wracać jak najszybciej do domu, bo zimno.
Garwoliński McDonald's.

Do domu doczłapałem około 18:15. Trochę zmarznięty, ale na szczęscie nie odbiło się to na moim zdrowiu :)
Mapka wycieczki:
Kategoria Sam


