X

Archiwum

X

Kategorie bloga

X

Znajomi

wszyscy znajomi(2)
X

Szukaj


X

O mnie

Jestem sosna z Garwolina. Na tym blogu znajdziesz opis 14020.89 kilometrów moich tras z czego 187.50 w terenie.
Moja prędkość średnia to jedynie 22.66 km/h, ale cały czas rośnie. Więcej o mnie.

Moje rowery

Button rowerowy

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy sosna.bikestats.pl

sosna prowadzi tutaj blog rowerowy

sosna

Znowu na szybko

  d a n e    w y j a z d u 46.07 km 0.00 km teren 01:50 h Pr.śr.:25.13 km/h Pr.max:42.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Niedziela, 20 maja 2012 | dodano: 20.05.2012

Dzień komunijny. Do domu wróciłem po 17-tej. Uznałem, że trzeba jakoś zrzucić te kalorie, które wrzuciłem do żołądka przez te kilka godzin obżarstwa ;]

O 17:55 start. Tempo całkiem dobre pomimo niezbyt korzystnego wiatru.
Gadka

Przed Kamionką.

Stary Miastków wita

Stary Miastków żegna

Do Miastkowa dojechałem w 43 minuty.

Stamtąd w prawo na Górzno.

Z Górzna na Kobylą Wolę, a stamtąd przez Rowy (3km po dziurach...) do Taluby. Następnie Ruda Talubska i do Górek, gdzie musiałem odpocząć, bo zabrakło sił w nogach.

Po 10 minutach pojechałem dalej, ale tempo znacznie spadło. Najgorzej było wciągnąć się na wiadukt w Czyszkówku. Do domu dowlokłem się o 19:55 i byłem głodny :)


Kategoria Sam

Na szybko

  d a n e    w y j a z d u 22.52 km 0.00 km teren 00:52 h Pr.śr.:25.98 km/h Pr.max:42.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Piątek, 11 maja 2012 | dodano: 11.05.2012

Praca przeszkadza w jeżdżeniu.
Wyrwałem się na rower dopiero o 19. Szybkim tempem przez Wolę Rębkowską, Rębków, Górki, Rudę Talubską i Sulbiny. Bez postojów.


Kategoria Sam

Kozienice i okolice - część 3

  d a n e    w y j a z d u 45.63 km 0.00 km teren 02:59 h Pr.śr.:15.29 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Środa, 2 maja 2012 | dodano: 06.05.2012

Trzeciego dnia naszej wyprawy wstaliśmy już przed 8. Niedługo potem pojechałem do sklepu po coś na śniadanie. Niestety wróciłem tylko z butelką wody mineralnej - nie dostałem niczego, co zamierzałem kupić. Na śniadanie musieliśmy zjeść to co zamierzaliśmy przeznaczyć na obiad.

Spakowaliśmy graty i trochę po 10-tej znieśliśmy wszystko na dół. Podziękowaliśmy gospodarzom za gościnę i rozpoczęliśmy powrót. Plany - dojechać do Jedlni-Letnisko i stamtąd wrócić pociągiem do domu.
Zdjęcie domu, w którym mieszkaliśmy - gdyby ktoś szukał noclegu w tamtych okolicach to szczerze polecam.

Przez Stanisławów

Ursynów za nami

Pędzimy

Następnie przez Cecylówkę, a potem w kierunku Lewaszówki.

Tam z małymi problemami odnaleźliśmy właściwą drogę w lewo. Niestety okazało sie, że spora jej część to luźny piach. Trzeba było przeprowadzić rowery.

Po około 4,5km wróciliśmy na asfalt.

Trochę wiejskich widoczków

Postój

To już za nami

W Poświętnem kolejny postój. Czasu dużo, więc mogliśmy sobie pozwolić.

Stamtąd już niedaleko do Jedlni Letnisko. Zalew Siczki

Jedlnia Letnisko wita. Ktoś obrócił mapę o 90 stopni. Północ znajduje się po prawej.

Oczywiście pojechaliśmy nad zalew.

Posiedzieliśmy trochę na trawce. Ludzie próbują się opalać, ale wg mnie nic z tego.

Wzdłuż zalewu

Pojechaliśmy na stację sprawdzić o której pociąg i po bilety. Rozkład jazdy znaleźliśmy bez problemu. Kasy niestety nie. Najbliższa w Pionkach lub Radomiu. Trudno.
Zgłodnieliśmy więc zabraliśmy się za poszukiwania jedzenia. Okazało się, że z pieczywem w miasteczku krucho. Udało nam się jednak kupić 3 bułki i coś do nich. Z prowiantem wróciliśmy nad zalew.

Dochodzi 14. Czas powoli wracać, bo 14:53 pociąg.

Jeszcze mały postój w przed takim ciekawym kościołem.

Około 14:30 dotarliśmy na stację.

Pociąg przyjechał punktualnie. Do Dęblina też dotarliśmy bez opóźnień i mogliśmy się od razu przesiąść w pociąg do Pilawy. O 16:35 byliśmy na miejscu.
Pojechaliśmy do Ani, ale nie zatrzymywałem się tam na dłużej. Prognozy pogody przewidywały burze, a chmury nie wróżyły nic dobrego (jak się potem okazało obawy się nie sprawdziły). W domu byłem chwilę po 17-tej.

To opis trzeciego dnia naszej wycieczki. Poniżej znajdują się odnośniki do pozostałych części:
Dzień 1
Dzień 2


Mapa całej wycieczki:
(Uwaga! Duży rozmiar: 5124x2708px - 2,4MB)

Kolor zielony - dzień 1.
Kolor niebieski - dzień 2.
Kolor czerwony - dzień 3.


Kategoria Z Anią

Kozienice i okolice - część 2

  d a n e    w y j a z d u 56.26 km 0.00 km teren 03:25 h Pr.śr.:16.47 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Wtorek, 1 maja 2012 | dodano: 04.05.2012

Dzień drugi rozpoczął się całkiem wcześnie. Obudziłem się przed 8. Mimo to, na rowery wsiedliśmy dopiero po 10, słońce dogrzewało już całkiem mocno. W planach wycieczka do Kozienic - szacunkowo jakieś 40 km + może jakieś dodatki.

Zaczęliśmy w kierunku Brzózy. Droga dobra, ruch prawie żaden (poza kilkudziesięcioma samochodami jadącymi za karawanem), więc jechało się całkiem przyjemnie.

W Brzózie pogrzeb. Szybkie zdjęcia w okolicach kościoła zanim kondukt dotarł.

Kawałek za miastem widok na kominy elektrowni.

Stamtąd już prosto do Kozienic.

Na skraju miasta chwilka postoju przed kościołem

Następnie przejechaliśmy przez miasto w poszukiwaniu parku i ławki, żeby można było posadzić swoje wymęczone tyłki. Okazało się, że w Kozienicach znajduje się coś takiego tylko nie mogliśmy znaleźć. Już na miejscu.

Odpoczywaliśmy dobre pół godziny. Ktoś nas pytał o drogę gdzieś, ale nie byliśmy w stanie pomóc.
Przed Urzędem Miejskim

Upał był już dosyć ciężki do zniesienia jeśli stało się w miejscu, gdzie powietrze nie miało możliwości chłodzić ciała. Czas na duże lody.
Po zjedzeniu wymyśliliśmy, że jedziemy nad Wisłę.
Wyjazd z Kozienic.

Przez Dąbrówki, Wólkę Tyżyńską i Kępę Wólczyńską dojechaliśmy do wałów.

Zgłodnieliśmy nieco, więc uznaliśmy, że zjemy w tym miejscu to co mamy w plecakach. Na przeciwległym brzegu ktoś się kąpie.

Miejsce naszego pikniku.

W końcu przyszedł czas wracać. Zahaczając o sklep dotarliśmy do Kozienic. Stamtąd najprostszą drogą przez Aleksandrówkę, Stanisławice i Działki Brzóskie wróciliśmy do miejsca noclegu.

Z rowerów zsiedliśmy około 16:15, czyli jakąś godzinę wcześniej niż poprzedniego dnia. Do wieczora jeszcze daleko, ale cała wycieczka ma być odpoczynkiem, a nie usilnym zbieraniem kilometrów. Poza tym sezon niedawno się rozpoczął :)


To opis drugiego dnia naszej wycieczki. Poniżej znajdują się odnośniki do pozostałych części:
Dzień 1
Dzień 3


Mapa całej wycieczki:
(Uwaga! Duży rozmiar: 5124x2708px - 2,4MB)

Kolor zielony - dzień 1.
Kolor niebieski - dzień 2.
Kolor czerwony - dzień 3.


Kategoria Z Anią

Kozienice i okolice - część 1

  d a n e    w y j a z d u 76.99 km 0.00 km teren 04:29 h Pr.śr.:17.17 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Poniedziałek, 30 kwietnia 2012 | dodano: 03.05.2012

O takim wyjeździe marzyliśmy i mówiliśmy już od dawna. Niestety nic więcej nie czyniliśmy w tym kierunku z kilku powodów, wśród których najgłówniejszym był brak roweru Ani.
Problem ten udało się rozwiązać tydzień przed weekendem majowym. Nowy nabytek Ani został przejęty przeze mnie w celu sprawdzenia, regulacji i przeglądu. W miedzyczasie trzeba było zająć się innymi sprawami - nocleg i urlop w pracy. Z tym uporaliśmy się dopiero w piątek. Została więc tylko sobota i niedziela na przygotowania, bo w poniedziałek rano wyjazd.

Nie obyło się bez pewnych problemów. W niedzielę wieczorem okazało się, że z tylnego koła roweru Ani ucieka powietrze. Trzeba było przetestować kupione zimą i nie używane dotąd łyżki do opon.

----------------------

W poniedziałek wstałem już o 6:30. Musiałem jeszcze przykręcić bagażnik do roweru i dokończyć mapy, bo przez wczorajszą przygodę z dętką nie zdążyłem. Start z domu chwilę po 8. Najpierw na miasto po ostatnie zakupy. Potem do Miętnego pod wiadukt, gdzie miałem spotkać się z Anią.

W umówione miejsce dojechałem jako pierwszy.

Po kilku minutach przyjechała towarzyszka podróży...

... i już razem popedałowaliśmy do Woli Rębkowskiej. Stamtąd o 9:16 zabrał nas pociąg do Dęblina.

Wysiedliśmy kilka minut po 10-tej. Przed nami cały dzień na jazdę i około 40 km do miejsca noclegu jadąc najkrótszą drogą. Ale nie mieliśmy zamiaru taką jechać.

Najpierw na drugą stronę Wisły.

Później było trochę zawirowań z mapami, ale ostatecznie udało się pojechać prawie tak jak chciałem. W Zajezierzu w lewo. Pod torami

Potem do Gniewoszowa. Jakiś mijany kościół.

Kawałek za miasteczkiem poczuliśmy głód, więc przystanęliśmy na skraju lasu. Bułki z jogurtem smakowały bardzo dobrze. Sprzątaniem okruchów zajęły się mrówki.

Następnie przez Sarnów pojechaliśmy do Czarnolasu. Niestety przed bramą muzeum Jana Kochanowskiego przeczytaliśmy, że poniedziałki jest ono nieczynne... Ze zwiedzania nici... Musieliśmy zadowolić się oglądaniem parku i budynków z zewnątrz. Niestety chwilę później spotkało nas kolejne "nieszczęście". Pożyczony aparat wyświetlił komunikat "zabrakło numerów dla zdjęć" i jedynym sposobem, by go odblokować było sformatowanie karty pamięci i ustawienie numeracji od początku. To właśnie dlatego powyżej jest tak mało zdjęć. Od tego miejsca będzie lepiej.

Muzeum Jana Kochanowskiego i my obok niego

Następny postój wyszedł we wsi Gródek. Tam znajduje się ten przeszło 200-letni kościół.

Nie ujechaliśmy zbyt daleko. Kilka kilometrów dalej zatrzymaliśmy się by zjeść obiad. Ponownie w lasku, ale tym razem bez mrówek :)

Posileni skierowaliśmy się na Garbatkę-Letnisko.

Stamtąd bez większych postojów dojechaliśmy do Pionek, gdzie wypadł następny postój. Tym razem na uzupełnienie zapasów wody.

Dochodziła 16, a do miejsca noclegu jeszcze kilkanaście kilometrów. Pionki zostawiliśmy za plecami.

Szybko pokonaliśmy dość ruchliwy odcinek drogi Kozienice - Radom i skręciliśmy w kiernku Brzózy. Przez miejscowość Przejazd, Cecylówkę, Marianów i Ursynów dojechaliśmy do Stanisławowa. Kilka zdjęć z tego odcinka:


Miejsce noclegu znaleźliśmy bez większych problemów. Byliśmy tam kilka minut po 17-tej. Zmyliśmy z siebie kurz zbierany mozolnie od rana i zjedliśmy małą kolację. Potem wycieczka do sklepu po zapasy na jutrzejszy dzień - tym razem pieszo.

To opis pierwszego dnia naszej wycieczki. Poniżej znajdują się odnośniki do pozostałych części:
Dzień 2
Dzień 3


Mapa całej wycieczki:
(Uwaga! Duży rozmiar: 5124x2708px - 2,4MB)

Kolor zielony - dzień 1.
Kolor niebieski - dzień 2.
Kolor czerwony - dzień 3.


Kategoria Z Anią

Nocą

  d a n e    w y j a z d u 2.65 km 0.00 km teren 00:08 h Pr.śr.:19.88 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Poniedziałek, 30 kwietnia 2012 | dodano: 30.04.2012

Do brata po aparat. O 22:40.


Kategoria Sam

Kręcenie po mieście

  d a n e    w y j a z d u 10.99 km 0.00 km teren 00:40 h Pr.śr.:16.49 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Niedziela, 29 kwietnia 2012 | dodano: 29.04.2012

Spacerowo po mieście.


Kategoria Sam

Wieczorne kręcenie z Piotrkiem

  d a n e    w y j a z d u 25.94 km 0.00 km teren 01:32 h Pr.śr.:16.92 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Czwartek, 26 kwietnia 2012 | dodano: 26.04.2012

Start zaraz po pracy, o 18:30. Na Orlen, potem Miętne, Wola Rębkowska, Czyszkówek, Natalia, Lucin i trochę kręcenia po mieście. Fajnie, bo ciepło w końcu :)


Kategoria Z Piotrkiem

Do Łaskarzewa

  d a n e    w y j a z d u 36.53 km 0.00 km teren 01:33 h Pr.śr.:23.57 km/h Pr.max:45.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Niedziela, 22 kwietnia 2012 | dodano: 22.04.2012

Zaczęło się niewinnie - rano do piekarni.

Po południu jednak zebrałem się w sobie i wsiadłem na rower ponownie.
Na początek w kierunku szpitala. Było pod wiatr i jazda szła słabo.

Miałem już zawracać, ale pojechałem jeszcze kawałek.

Przez Sulbiny jechało się już o wiele lepiej.

Więc zrezygnowałem z powrotu do domu i pokręciłem na Rudę Talubską.

A potem na Wolę Rowską.

Jeszcze tylko las

I prawie Łaskarzew

Ul. Warszawska w Serbinowie

Przystanków nie było. Zaczęło się chmurzyć i pierwsze krople spadły. Wracam do domu.

Izdebno

Ruda Talubska raz jeszcze

Przez wiadukt i prawie w domu

I Garwolin.


Oby więcej takich dni :)


Kategoria Sam

Prawie wiosna

  d a n e    w y j a z d u 41.65 km 0.00 km teren 01:59 h Pr.śr.:21.00 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Niedziela, 18 marca 2012 | dodano: 18.03.2012

Po ostatniej jeździe w temperaturze poniżej 0 na jakiś czas odpuściłem kręcenie. Jednak dzisiaj pogoda była taka, że szkoda było nie wykorzystać okazji.

Wyruszyłem z domu trochę przed 9. Było jeszcze dość rześko, ale szybko się rozgrzałem. Garwolin o tej porze jeszcze pusty.

W Sulbinach msza w tymczasowej kaplicy. Na drogach pusto.

Dalej do Rudy Talubskiej, a stamtąd do Górek.

Następnie do Rębkowa.

Tam kilka minut przerwy na zastanowienie się, gdzie dalej jechać.

Czasu było jeszcze dużo, więc skręciłem w kierunku Wilgi.

Trzcianka

W Cyganówce skręciłem w prawo na Uśniaki. Mogłem to zrobić w Stoczku, byłoby bliżej, ale nie chciałem się ubłocić w lasach.

Droga z funduszów unijnych

Prawie Uśniaki

Na skrzyżowaniu skręciłem w prawo. Planowałem dojechać do Władysławowa przez Wolę Władysławowską. Jednak skręciłem za wcześnie. W nagrodę wytrząsłem śniadanie na 2km brukowanej drogi.

Na szczęście dalej drogę znam. Minąłem Budy Uśniackie.

I przez Hutę Garwolińską i Wolę Rębkowską wróciłem do domu. Z roweru zsiadłem o 10:50.

Mapka:


Kategoria Sam