Do Ani
d a n e w y j a z d u
15.86 km
0.00 km teren
00:35 h
Pr.śr.:27.19 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Do Ani - pierwszy raz w tym sezonie.
Do Huty około 19-tej. Powrót około 22:30, czyli w ciemnościach. Do wiaduktu chłodno, potem się rozgrzałem ;)
Kategoria Sam
Szybka trasa
d a n e w y j a z d u
56.16 km
0.00 km teren
02:12 h
Pr.śr.:25.53 km/h
Pr.max:47.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Poniedziałek wolny i ciepły, więc trzeba było wykorzystać.
Zamiary: ok. 50km i do domu. W kierunku Gończyc.
Z zatankowanym do pełna bidonem wystartowałem z domu o 9:00. Przejazd przez miasto i ok. 9:10 byłem już poza granicami Garwolina.
Sławiny
Górzno
Za Górznem
Samorządki
Lasek przed skrętem na Piastów
W Piastowie trochę potrzęsło, ale kawałek dalej droga się poprawiła.

Dojechałem do trasy Maciejowice - Żelechów. Skręciłem w prawo, w kierunku Gończyc. Tędy jeszcze nie jechałem.

I Gończyce.
Akurat trafiłem na zielone światło, więc bez problemu przeskoczyłem przez Dk 17.
W Gończycach też bardzo dawno nie byłem. Widok na kościół z daleka.
Słaba panoramka okolic cmentarza.
I Kościół w Gończycach

Po krótkim postoju (pierwszym od wyjazdu z domu) ruszyłem w kierunku Kownacicy.
Tam trochę się zakręciłem, ale po chwili wróciłem na obraną wcześniej trasę. Kawałek za wsią skręciłem w prawo na Przyłęk.
Tamtejszy mostek

Gdzieś za wsią.
To już Zygmunty
Następnie przez Nowy Pilczyn do torów. Przed nimi skręt w prawo na Wolę Rowską. 
I już za Wolą. Teraz w lewo na Talubę.
Jakaś babcia z rowerem zamiast laski...
Dalej przez Rudę Talubską i Lucin. 3 fotki z wiaduktu, bez zatrzymywania oczywiście.

I dalej bez przerw do domu.
W ten sposób wykręciłem 56km. O 11:20 byłem w domu, więc suma postojów wyniosła jakieś 10 minut. Wszystko udało się dzięki wiatrowi. Do Gończyc dojechałem dość rano, kiedy jeszcze nie wiało. Za to w drodze powrotnej wiatr bardzo mi pomagał. Stąd i średnia dość wysoka.
Zdjęcia z pierwszej części opisu niestety dość słabe - większość pod słońce.
Mapka:
Kategoria Sam
Poniedziałek
d a n e w y j a z d u
71.95 km
0.00 km teren
03:14 h
Pr.śr.:22.25 km/h
Pr.max:38.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Pobudka ok 7. Posiedziałem trochę i jakoś po 8 wymyśliłem, że może by gdzieś pojechać. Trochę po zatankowałem bidon i wsiadłem na rower. Na termometrze niby 21 stopni, ale myślałem, że będzie cieplej. Wszystko przez dość silny wiatr. Nie było mi zimno, ale wolałbym trochę cieplej.
Plan był taki, żeby machnąć jakieś 60km i koło południa wrócić do domu. A plany jak to plany - różnie z nimi bywa.
Na początek kierunek Samogoszcz. Czyli przez Garwolin, Lucin, Rudę Talubską, Kolonię Izdebno. Tempo całkiem wysokie, ale ciągle było mi trochę za chłodno. Już miałem rezygnować i zawijać do domu, ale przed Dąbrową zaczęło padać, więc docisnąłem mocniej, żeby się schować pod sklepem. Zatrzymałem się, zszedłem z roweru i... przestało padać. Chwilkę odpocząłem. No nic, jadę dalej. Koło szkoły w prawo i kierunek Wanaty. Przed Wanatami znowu deszcz. Tym razem mocniejszy, więc szybko skręciłem na Lewików i zatrzymałem się pod pierwszym drzewem.

Kilka minut postoju i można jechać dalej. Przez Lewików i dalej zielonym szlakiem do Samogoszczy. Na poczatku droga dobra - wczoraj ją chwaliłem będąc u babci.

Okazało się, że jest ładnie tylko do ostatnich zabudowań. W lesie zaczęły się piachy, więc szybko jechać się nie da. Równolegle do drogi najczęściej jest ścieżka, ale widać, że coraz rzadziej uczęszczana, bo zarasta i znika często między krzakami. Trochę zdjęć:
No i Samogoszcz.
Chwilka postoju przed kościołem.

Słońce zaczęło wychodzić, cieplej się zrobiło. Miałem wracać w kierunku Wilgi, ale brat był wczoraj w Kazimierzu i mówił, że poziom Wisły taki niski. Do Wisły niedaleko, więc długo się nie zastanawiałem. Podłęż -> Podwierzbie -> Ostrów i jestem.
Wody rzeczywiście mało. Sporo wysepek, wydm i mielizn. Postałem trochę na grobli promowej. Byłem tu już kilka razy i co roku to miejsce jest coraz bardziej zniszczone. Każdej wiosny rzeka zabiera kilka płyt. Kiedyś można było bez większych trudności dojechać rowerem do końca. Teraz nie ma na to szans.

A tutaj widać ile materiału przyniosła Wisła podczas ubiegłorocznej powodzi. Te płyty były kiedyś na równi z gruntem. Teraz, by je odkopać trzeba było usunąć nawet 0,5 m piasku.

Wracam do nadwiślanki. Fotka na prawo - widać (ledwie, bo rozdzielczość niska) kominy elektrownni Kozienice.
Obok sklepu skręciłem w lewo, żeby dojechać na skróty do Bączków (czy Bączek? :P). Zdjęcie z wałów rzeki Okrzejki.
I most przez tę rzeczkę. Kiedyś był taki drewniany, dziurawy. Teraz pełna kulturka, chociaż miejscami wystają blachy i trochę się martwiłem o opony.
Kawałek dalej wyjechałem na asfalt. Zgłodniałem trochę, więc w Rudzie Tarnowskiej zajechałem do sklepu na bułkę z bitą śmietaną - całkiem dobra była.
Po krótkiej przerwie pojechałem dalej w kierunku Wilgi. Teraz już nie jechało się tak łatwo, bo wiatr ciągle w twarz. Za Tarnowem standardowo fotka z wysokiego brzegu.

I jeszcze jakieś zdjęcie nadwiślanki.
Stamtąd już bez zatrzymywania się przez ponad 30km wróciłem do domu przez Wilgę, Trzciankę, Stoczek i Wolę Rębkowską. Ostatnie podjazdy na wiadukty męczone na niskich biegach, bo nie ukrywam, że miałem trochę dość ;]
Do domu dotarłem ok. 12:40 z przebiegiem 68km nakręconym w troszkę ponad 3h. Dodatkowe 4 km i kilka minut zrobione po mieście około 15-tej.
Mapka:
Kategoria Sam
Niedzielnie
d a n e w y j a z d u
36.62 km
0.00 km teren
01:35 h
Pr.śr.:23.13 km/h
Pr.max:48.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Zaczęło się wcześnie rano - o 5:40 start do pracy. Dość chłodno, bo tylko 12 stopni, ale rozgrzałem się całkiem szybko.
Powrót około 14.
Po obiedzie wyruszyłem znowu. W końcu założyłem kupioną kilka tygodni temu koszulkę na rower. Trochę wystraszyła mnie chmura, która hałasowała i błyskała z zachodniej strony miasta, ale uznałem, że najwyżej będę się gdzieś chował. Zrobiłem ze 20 km po mieście wysokim tempem - pewnie dlatego, że przed burzą wiatr się uciszył. Około 16 wylądowałem na PKSach, skąd Ania odjeżdżała do Lublina. Pogadaliśmy trochę i o 16:45 wróciłem do domu.
Mam kilka zdjęć.
Panoramka z okolic PKSów.
Jakieś takie:
Rower:
I... No ja ;]
Kategoria Sam
Do pracy
d a n e w y j a z d u
12.96 km
0.00 km teren
00:35 h
Pr.śr.:22.22 km/h
Pr.max:39.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Dawno nie jeździłem... Czasu brak.
Standardzik. Piekarnia koło 6. Potem na 7 do pracy, a powrót po 15-tej.
Kategoria Sam
Ciepły dzień
d a n e w y j a z d u
40.55 km
0.00 km teren
02:03 h
Pr.śr.:19.78 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:21.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Po zimie w weekend majowy wreszcie ciepły i wolny dzień. Szkoda było zmarnować, więc o 12 wskoczyłem na rower. Na początku pokręciłem się trochę koło domu, ale po kilku minutach ruszyłem dalej. Nie miałem całkowicie pomysłu gdzie jechać. Jakoś tak wyszło, że dojechałem w okolice Erci. Tam krótki postój i potem wzdłuż obwodnicy, żeby dotrzeć do Czyszkówka. Nad rzeką znowu krótki postój.
Z Czyszkówka pojechałem do Górek, a dalej przez Rębków-Podbiele do Rębkowa.

Stamtąd już bez zatrzymywania przejechałem przez Wolę Rębkowską do Mietnego i wróciłem do domu zahaczając trochę o miasto.
W domu poobiadowałem i wróciłem na siodełko. Tym razem tylko trochę pokręciłem się po Garwolinie.
Do domu wróciłem robiąc jeszcze kółko przez pola. Byłem ciekawy czy Geofizyka Kraków dalej szuka gazu w okolicach. Nie działo sie jednak nic ciekawego - kilku pracowników siedziało w cieniu pod laskiem.

Mapa - jak widać trasa dość skomplikowana :)
Kategoria Sam
To co wczoraj
d a n e w y j a z d u
12.93 km
0.00 km teren
00:38 h
Pr.śr.:20.42 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Prawie dokładnie to samo co wczoraj. Różnice: dzisiaj powrót o 15-tej i tempo niższe.
Kategoria Sam
Standard
d a n e w y j a z d u
12.93 km
0.00 km teren
00:35 h
Pr.śr.:22.17 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Nic specjalnego.
Przed 6 do piekarni. Do pracy na 7. Powrót po 19-tej. Ciepło :)
Kategoria Sam
Duża pętla z Anią
d a n e w y j a z d u
76.41 km
0.00 km teren
04:08 h
Pr.śr.:18.49 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:22.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Zaczęło się niewinnie i bardzo standardowo - do piekarni około 9.
Po śniadaniu przejażdżka za koszary zobaczyć, co ciekawego tam budują ;] Dalej nie wiem co to będzie, ale fotkę mam:
Wracając zajechałem do biedronki, bo koszulki i spodenki rowerowe sprzedają w niskiej cenie. Nie skusiłem się jednak i pojechałem do domu.
W domu za długo nie posiedziałem. Od kilku dni planowaliśmy z Anią wycieczkę rowerową i nie mieliśmy zamiaru odpuszczać tym bardziej, że pogoda sprzyja. O 12:30 miałem być u niej. Niestety trochę się zaplątałem przy montażu bagażnika i spóźniłem się kilka minut. Chwilka pakowania itp i około 13 ruszyliśmy. Cel: Kąty, Zabieżki i tamte okolice, bo tam jeszcze nie byłem. A dodatkowo w głowie malutki plan zrobienia z tego większej trasy - o ile Ania da radę :)
Na początek do Puznówki polną drogą prowadzącą przez Wygodę. Stamtąd do Jaźwin w całkiem niezłym tempie przywiał nas wschodni wiatr.
Za Puznówką:
W Jaźwinach skręciliśmy na północ. Fotka z wiaduktu kolejowego. Przed nami Augustówka.
Za wsią kawałek gorszej drogi przez las. Dodatkowo pogłębiali rowy, więc koparka na środku. Jakoś udało się ominąć.
W Kątach przejechaliśmy przez tory i po krótkim postoju w okolicach szkoły pojechaliśmy w kierunku Antoninka.
Ania nie narzekała na zmęczenie, a nawet mówiła, że ma jeszcze sporo siły. Godzina wczesna (dochodziła 14), więc wymyśliłem, że przejedziemy na drugą stronę przez DK 17 - do Gadki. Protestów nie było, to "pajechali". Z przecięciem głównej nie było problemów, bo do Kołbieli korek od stacji BP.
Kawałek gorszej drogi i jesteśmy. W Gadce w prawo.

Niestety tu zaczęła się jazda pod wiatr. Dopóki było trochę zabudowań, to nie było źle, ale w odsłoniętych miejscach zawiewało całkiem mocno. Oczywiście Ani też się trochę odechciało jazdy. W Sufczynie znaleźliśmy sklep, więc bez wahania zarządzamy przystanek. Głodni nie jesteśmy, więc piciu i po lodzie dla ochłody :)
Posiedzieliśmy z 15 minut i wróciliśmy na rowery. Nie na długo. Na początku Radachówki zjechaliśmy z asfaltu w stronę Świdra w miejsce znane mi z jeszcze "przedblogowych" wojaży. Świeża, niedawno zazieleniona trawka kusiła miękkością, więc długo się nie zastanwialiśmy.

Po wypoczynku ruszyliśmy dalej. Ale niewiele nam on pomógł. Wiatr dalej utrudniał jazdę. Ania zaczęła narzekać i pytać czy daleko jeszcze do domu. Hmmm... no nie daleko, ale blisko też nie ;]
Kościółek w Radachówce

Za Radachówką zrobiło się jeszcze gorzej, bo teren całkowicie odkryty i płaski. Majdan:

I skręcamy na Nowy Starogród. BTW ciekawa nazwa.
Droga niezbyt ciekawa, bo sporo luźnego piasku. 
Za zakrętem Ania zarządza postój na dożywienie się. Kolejne pytanie jak daleko do domu ;) Nie wiedziałem dokładnie, więc no... "ponad 10 km".
Na wyjeździe z Nowego Starogrodu 8% podjazd. 
Trochę pomagałem Ani i powoli się udało wjechać na górę, gdzie znowu wschodni wiatr zawiał nam w twarz.
Kilka widoczków:

No i Starogród. 
Kilkaset metrów dalej skręciliśmy w prawo obracając się bardziej bokiem do wiatru. Zawsze to trochę lżej :) Niestety do Stodzewia jest ze 2 km pod górkę.
Dotarliśmy i tam :) Teraz z górki.
Widać już Parysów (dwie wieże kościoła dokładnie w centralnej części zdjęcia). Z Parysowa do domu (Ani domu) to już "blisko". A na pewno z wiatrem.
W Parysowie zrobiliśmy kolejną małą przerwę. Zjedliśmy "przedmarańczę", popiliśmy trochę, posiedzieliśmy na twardej ławce, która wydawała nam się miększa niż siodełka w rowerach ;]
Jedziemy. Wyjazd z "Paryża".

Prawie Choiny. Jakiś "kolarz" na ukrainie przed nami. Jechał niezbyt szybko, więc chwilę później został wyprzedzony. Trzymał się za nami przez następne 1-2 km, ale potem gdzieś zniknął.
Zakręt przed Trąbkami.
No i w sumie Trąbki.
Z pomocą wiatru bez problemu dało się jechać ok. 20 km/h.
Do Ani domu dotarliśmy ok. 16:50 z dodatkowymi 50 km za sobą. Czyli od naszego wyjazdu minęły 3h50min z czego 2h40min spędziliśmy na rowerach. Pomimo częstych narzekań Ani na długość trasy, w domu powiedziała, że nie było tak źle ;] Troszkę musiałem nakłamać czasem, żeby podbudować morale. Ogólnie rzecz biorąc, gdyby nie wmordęwind przez kilkanaście kilometrów to nie byłoby żadnych problemów. Ale i tak nie było źle :)
Mapa trasy wycieczki:
Jak zwykle dziękuję za bardzo miły wspólny wyjazd. Przepraszam za drobne przekłamania co do odległości "do domu", ale musiałem ;) Z niecierpliwością czekam na następne. I mam nadzieję, że jeszcze takie będą - a szczególnie ta lipcowo-sierpniowa :)
Kategoria Z Anią


