Ciepło :)
d a n e w y j a z d u
22.57 km
0.00 km teren
01:06 h
Pr.śr.:20.52 km/h
Pr.max:45.00 km/h
Temperatura:19.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Ok. 9 kurs na Orlen po paliwo do kosiarki. Sezon koszenia czas był zacząć ;]
Po robocie i obiedzie wymyśliłem, że szkoda marnować taką ładną pogodę i trzeba iść na rower. O 15 wyruszyłem w kierunku Michałówki. Stojąc na kładce zrobiłem kilka fotek i napisałem smsa do Ani z zapytaniem czy ma ochotę na małe spotkanie.

Bez czekania na odpowiedź popedałowałem w kierunku Trąbek.
Trąbki. Gdzieś w blokach się paliło, bo mijała mnie jednostka straży.
Jaszczurka u Ani na schodach. Ruchliwe to stworzenie i ciężko było ładnie wykadrować.
U Ani posiedziałem trochę ponad godzinę. Ciepło było, miło się siedziało :) Powrót od 16:40.

Zawinąłem jeszcze przez miasto dojeżdżając aż w okolice Swojaka.
Powrót tak samo wzdłuż głównej. Do domu dotarłem około 17:15.
Kategoria Sam
Praca raz jeszcze
d a n e w y j a z d u
10.85 km
0.00 km teren
00:30 h
Pr.śr.:21.70 km/h
Pr.max:34.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Miało być wolne do świąt, ale jednak nie.
Do Woli przed 9, powrót po 17. Całkiem ciepło.
Kategoria Sam
Ponownie do pracy
d a n e w y j a z d u
10.97 km
0.00 km teren
00:30 h
Pr.śr.:21.94 km/h
Pr.max:40.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Do pracy o 6:35. Powrót 15:05-15:20.
Rano 5 stopni, więc rześko. Po południu fajnie ciepło,a do tego wiatr w plecy :)
Kategoria Sam
Rowerkiem do pracy
d a n e w y j a z d u
12.91 km
0.00 km teren
00:36 h
Pr.śr.:21.52 km/h
Pr.max:38.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Przed 6 po pieczywo. O 6:30 start do pracy do Woli Rębkowskiej. Na miejscu o 6:45. Zimno, bo temperatura tylko trochę powyżej zera.
Powrót około 19. Przynajmniej dośc ciepło :)
Kategoria Sam
Pierwsza jazda w tym roku
d a n e w y j a z d u
6.12 km
0.00 km teren
00:20 h
Pr.śr.:18.36 km/h
Pr.max:52.00 km/h
Temperatura:11.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Taaki skromny początek sezonu.
Wiało mooocno, ale się wybrałem. Trzeba wykorzystywać sytuację. Momentami prędkość poniżej 10km/h, bo wiatr nie pozwalał na więcej.
Najpierw kółko przed domem zakończone powrotem po dodatkową warstwę ubrania i potem wycieczka na wiadukt nad obwodnicą i z powrotem. Mało i krótko, ale pogoda nieprzyjazna, a jeszcze nie do końca zdrowy jestem.
Zrobiłem dwie fotki.
Widok z wiaduktu nad obwodnicą w kierunku Warszawy.
Dla porównania zdjęcie zrobione z podobnego miejsca w czerwcu zeszłego roku.
I fotka stacji otwartej w grudniu. Jeszcze jej tu nie było, więc jest:
Kategoria Sam
Z Anią, całkiem długo ;)
d a n e w y j a z d u
71.29 km
0.00 km teren
03:35 h
Pr.śr.:19.89 km/h
Pr.max:41.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Podczas moich i Anny mazurskich podbojów rowerowych na trasie Wilkasy-Giżycko-Wilkasy padł pomysł, by po powrocie wybrać się gdzieś u nas na rowery. Po powrocie we wtorek postanowiliśmy szybko to wprowadzić w życie. Wczoraj pogoda trochę przeszkodziła, ale na dzisiaj prognozy były dobre, więc: jedziemy.
Z domu wyruszyłem około 11:30. Zajechałem po drodze do piekarni po wodę i coś na ząb i popedałowałem do Huty. Dotarłem tam około 12. Anka już była gotowa, więc chwilę później jechaliśmy już w stronę Pilawy. Kierunek ten został trochę wymuszony przez nią, bo Parysów już jej się znudził ;] No ok, mi pasuje.
Do Pilawy dość spory ruch, za miasteczkiem zrobiło się trochę luźniej, ale i tak trudno było rozmawiać. W Grabiance chwilka postoju, bo jakiś komar zaatakował moje oko i Ania zaoferowała się go wyciągnąć - dziękuję ;) Kawałek dalej krótka przerwa na wiadukcie kolejowym.

Następny, tym razem dłuższy postój wypadł w Osiecku koło kościoła. Znowu kilka zdjęć.

Planowałem powrót przez Natolin, Starą Hutę i Łucznicę, ale Anka chciała gdzieś dalej. To i tak by wyszła trasa koło 35km, ale ok. Może być. Więc jedziemy nad Wisłę. Kierunek Sobienie-Jeziory. Przed Sobieniami Ance już się trochę odechcialo, ale była twarda ;) W Sobieniach ze 300m pogonił nas pies. O tyle dobrze, że przyczepił się do mnie to sobie jakoś poradziłem. 2x złapał mnie lekko za skarpetkę za co dostał 2 kopy, niestety lekkie. Z Sobień przez Piwonin dojechaliśmy do brzegu Wisły. Niestety woda dość wysoka i musieliśmy zostać w krzakach.
I jeszcze jakieś takie:
Wróciliśmy na wał gdzie zjedliśmy pączki kupione przeze mnie w piekarni i zagryźliśmy jabłkami, których jak wiadomo rośnie tam wiele ;]
Zdjęcia z postoju

O 14 po odpoczynku ruszyliśmy w drogę powrotną. Nie lubię jeździć 2x tą samą trasą, ale nie chciałem już wydłużać. Więc znowu Sobienie i Osieck.
Kilka zdjęć za Osieckiem:

W Jaźwinach pojechaliśmy prosto, by ominąć ciasną Pilawę. W Puznówce trochę musieliśmy poczekać, żeby przeciąć główną, ale jakoś się udało. Z Puznówki już polną drogą wróciliśmy do Trąbek. Anka powiedziała, że te 3km po piachu pod wiatr ją bardziej zmęczyło niż 30 po asfalcie. Całkiem możliwe... lekko się nie jechało. U Ani byliśmy o 15:45. Dystans wspólnej jazdy wyniósł 55km. Sporo. Najwięcej spośród naszych wspólnych jazd. Może będą następne, jeszcze dłuższe :)
Posiedziałem jakieś 1,5h u Anki i uznałem, że czas do domu, żeby nie zamarznąć w krótkich spodniach. Okazało się, że wybrałem się zaraz po deszczu. Tzn. u niej nie padało, ale ulica przy blokach była już mokra, a im bliżej Garwolina tym więcej kałuż. Schlapałem więc pięknie całe ubranie, ale trudno, bywa ;]
Dziękuję za kolejny wspólny wyjazd. Za wiele ich do tej pory nie było, ale dobre i to. Może kiedyś będziemy mieć więcej czasu na takie wyprawy ;)
[zdjęcia trochę inne niż zwykle, bo mój K770i został oddany do naprawy gwarancyjnej (problemy z klawiaturą) i trzeba było się ratować Nokią Ani - dziękuję za użyczenie zdjęć ;* ]
Kategoria Z Anią
Na mazurach
d a n e w y j a z d u
10.50 km
0.00 km teren
h
Pr.śr.: km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:
Miałem nie dodawać opisu tej krótkiej wycieczki, ale pobawiłem się mapami w internecie i udało mi się w pewnym przybliżeniu obliczyć jaki dystans wtedy przejechaliśmy, więc jednak wrzucam.
Wycieczka odbyła się przy okazji naszego wspólnego wyjazdu do Wilkasów koło Giżycka z okazji wesela, na które zostałem zaproszony jako osoba towarzysząca. Zostaliśmy tam trochę dłużej i w poniedziałkowe popołudnie postanowiliśmy wypożyczyć rowery.
Do wypożyczalni dotarliśmy około 15:40. Dostaliśmy rowery, o dziwo całkiem sprawne i wyruszyliśmy przed siebie bez większego pomysłu gdzie jechać. Na rondzie w Wilkasach skręciliśmy w kierunku Giżycka.
Po wyjechaniu z miejscowości za jakimś kanałem/rzeczką zaczął się szlak rowerowy prowadzący do Krzyża św. Burbona, unikatowego mostu obrotowego w Giżycku i zamku krzyżackiego. Całkiem ciekawie, więc jedziemy :)
Ścieżka.
Krzyż św. Burbona. Jest on doskonale widoczny ze sporej części jeziora Niegocin.

Widok na jezioro ze wzgórza, na którym znajduje się krzyż.
Kawałek dalej wjechaliśmy do Giżycka mijając jednostkę wojskową. Chwilę później dotarliśmy do mostu obrotowego, który akurat był zamknięty dla ruchu drogowego.
Trzeba było go jakoś ominąć. Kawałek dalej nad kanałem wypatrzyłem kładkę dla pieszych. Podjechaliśmy tam i przenieśliśmy rowery na drugą stronę.
Widok z przeciwnego brzegu kanału na most.
Po chwili dojechaliśmy do plaży miejskiej. Tam kilka zdjęć.

I uznaliśmy, że czas już wracać. No to zawijamy z powrotem tą samą drogą. Innej nie znaliśmy ;]
Jeszcze raz most.
I powrót wcześniej przejechanym szlakiem rowerowym.
Potem kilka minut przeciskania się przez remontowany wjazd do Wilkasów i po trochę ponad godzinie od wyjazdu zwróciliśmy wypożyczone rowery.
Mapka trasy
Czas jazdy nieznany ;]
Chociaż od dłuzszego czasu ciągnie mnie na Mazury już bardzo dawno nie byłem tam tak turystycznie. Ten wyjazd jeszcze bardziej wzmógł moją chęć do odwiedzenia tamtych stron z własnym rowerem i pojeżdżenia tam kilka dni.
Kategoria Z Anią
Wreszcie cieplejszy dzień
d a n e w y j a z d u
26.32 km
0.00 km teren
01:06 h
Pr.śr.:23.93 km/h
Pr.max:58.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Ostatnio pogoda nie rozpieszcza. Codziennie zimno, bardzo często pada. Odechciewa mi się jeździć rowerem. Dopiero dzisiaj zrobiło się trochę lepiej, więc trzeba to było wykorzystać.
Przed 14 ruszyłem w kierunku wschodnim. Wiatr prawie prosto w twarz, więc prędkośc nie za wysoka. Po kilkunastu minutach dojechałem do Głoskowa. Zastanawiałem się nad skręceniem w prawo na Łetów, ale to by była za krótka wycieczka ;]
Głosków
Skręciłem, więc na Dudkę.

Panorama z Dudki w kierunku południowym, więc pod słońce.
Następnie skręciłem w kierunku Kamionki. Panorama przed wsią.
Dalej przez Oziemkówkę dojechałem do Przykór. Chciałem jeszcze ruszyć w kierunku Miastkowa i wrócić przez Górzno, ale to by było chyba za dużo. Jak jest chłodno to szybko się męczę i boli mnie gardło...
Goździk.
Teraz jechało się bardzo lekko. Wiatr w plecy fajnie pomagał. Przez Goździk prędkość cały czas powyżej 40km/h, a i więcej bywało.
Wilga w Leszczynach.
Most.
Miałem zrobić jeszcze jakąś rundkę po mieście, ale zrezygnowałem i wróciłem do domu. Może jeszcze któregoś dnia się uda gdzieś wybrać...
Kategoria Sam
Mierz siły na zamiary
d a n e w y j a z d u
93.86 km
0.00 km teren
04:03 h
Pr.śr.:23.18 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:24.0
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Rano bardzo normalnie - po pieczywo.
Jakoś koło południa patrząc na mało optymistyczne prognozy pogody na jutrzejszy dzień pomyślałem, że wypadałoby iśc na rower. Tym bardziej, że dawno nigdzie dalej nie byłem - moje obcowanie z rowerem w ostatnich kilkunastu dniach to codzienne wycieczki do piekarni ;] Caaałe 2km.
"Jak pomyślał tak zrobił". O 12:30 wyjeżdżałem już z Garwolina w kierunku Woli Rębkowskiej.
Na wiadukt w Woli.
I z wiaduktu.
Za Rębkowem.
Trzcianka.
Nadwiślanka w Wildze.
Po niecałej godzinie jazdy dojechałem nad Morskie Oko. Tam zrobiłem mały postój przy okazji kilku zdjęć.


Długo tam nie zabawiłem. Chwilę później ruszyłem dalej na południe. Za Skurczą.
Przed Tarnowem zatrzymałem się na parkingu nad Wisłą. Znowu kilka zdjęć.


Początkowo planowałem powrót przez Wanaty, Wolę Łaskarzewską i Łaskarzew do domu. Ale w Tarnowie stan licznika wskazywał dopiero niewiele ponad 30km, więc pomyślałem, że pojade jeszcze kawałek dalej. Zajechałem do sklepu w Rudzie Tarnowskiej po wodę (bo przecież bidonu dalej nie mam ;] ) i pokręciłem dalej. W Samogoszczy kolejny krótki postój - tym razem na cmentarzu przy grobie dziadka.
Kościół & krowy.
Kawałek dalej skręciłem w prawo, by zielonym szlakiem dojechać nad Oblin. Niestety w tamtych okolicach jest on dość słabo oznakowany. Trzeba było się zdać na mapki z zumi.pl w telefonie.
Widok na Wisłę z wału w okolicy Nowych Krasek.
I widok w stronę przeciwną.
Pasternik prawdopodobnie. Widać jeszcze worki z piaskiem, które leżą tu od powodzi.
I tu zaczyna się zabawa ;] Zielony szlak prowadzi stąd prosto w stronę Oblina. Ja pomyślałem, że fajnie by było pojechać do Antoniówki Świerżowskiej, tam gdzie znajduje się przeprawa promowa przez Wisłę. Wg mapy trzeba więc skręcić w prawo na Podstolice. To się udało.
Niestety w tej wiosce pojechałem prosto i po chwili skończyła mi się droga po prostu płotem. Cofnąłem się, więc kawałek i skręciłem trochę bardziej na południe. Po kilkuset metrach drogę zagrodziła mi rzeka Okrzejka oraz dziwnie przyglądający się rolnik na traktorze ;] Trzeba było cofnąć się do wsi, gdzie ponownie zostałem pogoniony przez dziamliwego małego psa i tam skręcić w kierunku południowym. Zaraz za mostkiem znowu rozwidlenie dróg i znowu pojechałem źle. Tzn. prawie dobrze, bo po chwili dojechałem do drogi, z której przed chwilą zjechałem, ale nadrobiłem paręset metrów i w sumie była to błotnista ścieżka, a nie droga ;] W Antoniówce Świerżowskiej powtórzyłem ten błąd jeszcze raz, tyle, że droga była trochę lepsza.
Ostatecznie jednak udało się dojechać tam, gdzie zakładałem.
Po lewej grobla, którą dojeżdża się do promu, po prawej elektrownia Kozienice.

Czas wracać. Uda zaczęły jakoś dziwnie boleć, a do domu w sumie daleko. Miałem jeszcze zawijać na Oblin, ale dałem spokój.
Maciejowice.
Las za Polikiem.
Przed Pogorzelcem

Za Celinowem musiałem się zatrzymać na chwilę, bo uda zaczęły po prostu piec. Nie mam pojęcia czemu tak się stało. Albo za ostro jechałem do tej pory, albo jakieś wcześniejsze zmęczenie teraz dawało o sobie znać. Przy okazji fotka roweru w aktualnym stanie.
W Łaskarzewie musiałem powtórzyć postój i usiąść na chwilę, bo znowu nie byłem w stanie jechać. Posiedziałem z 10 minut i zrobiło się lepiej. Do Izdebna było całkiem ok. Wiatr mniej więcej w plecy, więc i prędkośc w porządku. Potem znowu nogi się odezwały, ale już nie chciałem stawać. Do domu jakoś się dotoczyłem. 5 minut leżenia na łóżko i ból przeszedł całkowicie. I nie powrócił. Myślę, że jutro też go nie będzie ;]
Mapka całej trasy.
Kategoria Sam
Praca
d a n e w y j a z d u
46.74 km
0.00 km teren
01:53 h
Pr.śr.:24.82 km/h
Pr.max:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Victus ;]
Prawie standardowo. O 5 do piekarni. O 5:25 start do Kołbieli. Zimno i mglisto. Zmarzłem trochę na początku. Potem się rozgrzałem i było lepiej.
Gdzieś za Lipówkami.

Za Puznówką. Całkiem fajnie wyszło ;]
Panorama z wiaduktu w Lubicach.
Na miejscu o 6:15.
Powrót pomiędzy 13 i 14. Długo, bo byłem zmęczony i wiatr z przodu.
Kategoria Sam


