X

Archiwum

X

Kategorie bloga

X

Znajomi

wszyscy znajomi(2)
X

Szukaj


X

O mnie

Jestem sosna z Garwolina. Na tym blogu znajdziesz opis 14020.89 kilometrów moich tras z czego 187.50 w terenie.
Moja prędkość średnia to jedynie 22.66 km/h, ale cały czas rośnie. Więcej o mnie.

Moje rowery

Button rowerowy

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy sosna.bikestats.pl

sosna prowadzi tutaj blog rowerowy

sosna

Rankiem standardowo do piekarni,

  d a n e    w y j a z d u 76.80 km 14.00 km teren 03:50 h Pr.śr.:20.03 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Piątek, 11 lipca 2008 | dodano: 12.07.2008

Rankiem standardowo do piekarni, a potem już mniej zwyczajnie na pocztę. Myślałem o jakimś wyjeździe, ale planów żadnych.
Około 15:30 odkryłem na telefonie smsa od Marka, że na godzinę 16 z minutami zaplanowany jest wyjazd w trochę większej niż zwykle grupie. Jeszcze nie wiedziałem dokąd...
O 16:20 wyruszyłem w umówione miejsce, gdzie dotarłem po kilku minutach. Okazało się, że znowu jedziemy nad Wisłę, tym razem bardziej na południe. Grupa wyjazdowa to ja, Marek, Tomek (Goniu) i Anka ;) Uzgodniliśmy z grubsza trasę i jedziemy. Przejazd przez miasto objazdem z powodu remontowanego mostu na Wildze, potem kierunek Górki przez Czyszkówek. W Górkach trzeba było przeprowadzić małą naprawę roweru Tomka.

Po kilunastominutowym postoju wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Polewicza przez Izdebnik, Wilkowyję i Żabieniec zatrzymując się tylko dla sprawdzenia trasy na mapie.
W Wildze są bardzo ciekawe nazwy ulic. Oto jedna z nich ;)

W Polewiczu kolejny postój. Tomek zmienił rower, pogadaliśmy trochę i pojechaliśmy dalej. Pustki na drodze pozwalały na jazdę obok siebie, więc można było porozmawiać. W Skurczy wyjechaliśmy na tzw. nadwiślankę, gdzie ruch jest już większy i trzeba jechać "gęsiego". Przed Tarnowem kilka minut postoju nad Wisłą:


Stamtąd po kilkunastu minutach dojechaliśmy do Rudy Tarnowskiej, gdzie uzupełniliśmy zapasy wody, ale część z nich została po chwili zużyta w całkowicie innym celu niż zaspokajanie pragnienia :D
Kolejny postój zaplanowany dopiero nad Wisłą. Ale zanim tam dotarliśmy Marek zrobił kilka zdjęć polnych krajobrazów.


Nad Wisłą miejsce ciekawe. Grobla wysunięta daleko w rzekę. Kiedyś kursował tu prom. Ale dziś płyty, po których niegdyś jeździły samochody, są tak porozsuwane, że ciężko po nich jechać nawet rowerem. Kilka zdjęć tego miejsca:


Po pewnym czasie przeszliśmy kawałek dalej, na piaszczysty półwysep.

Idziemy ;)

Prawie kompletna ekipa. Prawie, bo tajemniczy pan stopklatka nie ujawnia swojej twarzy.

Takie klimatyczne zdjęcie

Tymczasem Tomek zajęty był kopaniem studni :D

Dokopał się do wody, ale niestety teren nie sprzyjał tego typu konstrukcjom...

Ponownie Wisła

No ale cóż. Wszędzie dobrze, ale trzeba wracać, bo zaczyna się robić późno. Więc kierujemy się ponownie w stronę nadwiślanki. Zanim tam dojechaliśmy plany się pokrzyżowały. Mianowicie złapałem gumę... Napompowanie koła dało efekt tylko na kilkadziesiat sekund i klops... Doszliśmy do głównej, gdzie po chwili przyjechał tata Ani. Zapakowaliśmy rower do auta i pojechaliśmy do niej na podwórko gdzie pośpiesznie zabraliśmy się za zmianę dętki. Ale i tak zanim rower został naprawiony zrobilo się prawie całkiem ciemno.

Więc po solidnym (i słusznym) "ochrzanie" za brak świateł i kamizelek odblaskowych, wyposażeni w te akcesoria wyruszyliśmy pospiesznie w stronę domu.

Zanim dojechaliśmy do Garwolina zrobiło się całkowicie ciemno, więc do miasta wjechaliśmy tzw. kanałami (patrz mapa na dole). Do domu dotarłem o 22:25.

Mapa wyjazdu:


Korzystając z tego, że może to przeczytać każdy, chciałbym podziękować tacie Ani (imienia kurde nie znam...) za pomoc w wymianie dętki, za użyczenie oświetlenia i kamizelek odblaskowych i za opiernicz też ;) Trochę się przeliczyliśmy i to trzeba przyznać. Ani też dziękuję za ciasto, bo nawet nie podziękowałem...

A dzisiaj przed południem nie ociągając się wcale zakupiłem:



Rankiem standardowo na zakupy:

  d a n e    w y j a z d u 61.00 km 0.00 km teren 02:44 h Pr.śr.:22.32 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Wtorek, 8 lipca 2008 | dodano: 08.07.2008

Rankiem standardowo na zakupy: 3km.

Kilka minut przed 12 sms od Iwony czy idziemy na rower. Oczywiście, że idziemy :D
O 13 wyruszam spod domu i jadę w kierunku Parysowa, gdzie z przeciwnego kierunku ma nadjechać Iwona. Po 14 km i 30 minutach jazdy przystaję na moment na skrzyżowaniu na Kozłów. Dostaję smsa, że Iwona ma małe opóźnienie, więc jadę dalej w stronę Woli Starogrodzkiej. Po kilkuset metrach spotykamy się, zawracam i ruszamy w stronę Parysowa i Wilchty. Stamtąd przez Oziemkówkę, Przykory i Zgórze do Brzegów. Trochę ponad godzina pobytu u Beaty i wracamy przez Górzno do Garwolina. Ja uciekam do domu, a Iwona zostaje w mojej mieścinie załatwiac swoje sprawy.

Ogólnie do Brzegów jechało się całkiem nieźle. Tempo dosyć wysokie (Garwolin-Brzegi: 36km w 1h30min). Powrót już gorszy, bo mocno wiało w twarz.

Mapa wyjazdu:


Kategoria Inne

Wracam do domu kilka minut

  d a n e    w y j a z d u 78.00 km 14.00 km teren 03:44 h Pr.śr.:20.89 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Niedziela, 6 lipca 2008 | dodano: 07.07.2008

Wracam do domu kilka minut po 15, patrzę w komórke... 2 Nieodebrane połączenia. Sprawdzam: Marek. Szybki kontakt, co się dzieje. Okazuje się, że Marek już w trasie i to w przeciwnym kierunku. Musiałem jeszcze odsiedzieć kilka minut i równo o 16:02 wyjeżdżam spod domu.
Pędzę Jak głupi. Marek czeka na mnie we Władysławowie. Na mieście dosyć pusto, więc szybko udało się przebić i kierunek Wola Rębkowska i dalej na Hutę Garwolińską. Prędkość cały czas ponad 30km/h w osiągach nawet do 40. Wyprzedziłem wszystkich którzy jechali w tą samą stronę. Po 15,5km i o 16:33 dogoniłem Marka. Szok! Przecież wiało w twarz, a tu średnia 30km/h.
Marek czekając na mnie zrobił jakieś zdjęcia. Oto jedno z nich:

Pojedliśmy czereśni w międzyczasie oglądając mapę. Cel: Mariańskie Porzecze i ogólnie wisła między Wilgą i Sobieniami-Jeziory.

Drogi jak zwykle mocno boczne. Tym razem były to leśne, często piaszczyste ścieżki, po których nie tylko nie dało się momentami jechać, ale też trudno było iść. Trochę nam się zeszło z tą leśną przeprawą, ale potem droga się poprawiła. Stanęliśmy na moment przy myśliwskiej ambonie. Oczywiście nie omieszkaliśmy zajrzeć na górę:

Mimo jazdy na tzw. oko w kierunku "pod słońce" wyjechaliśmy w tym punkcie, w którym planowaliśmy. Potem tylko kawałeczek do Mariańskiego Porzecza, a tam drewniany kościół. Z zewnątrz wyróżnia się tym, że jest drewniany i niczym więcej. Ale wewnątrz to całkiem co innego :D

Stamtąd ruszamy w stronę Siedzowa, gdzie ma być "coś" co jest zaznaczone na mapie. Niestety nie udało nam się tego znaleźć więc pojechaliśmy nad Wisłę do Gusina. Słyszeliśmy wcześniej mity o niskim stanie wody w Wiśle, ale jak wystawiliśmy głowy nad wał to wydawało się, że jest jej sporo... Potem okazało się jak bardzo się myliliśmy.
Za wałem rosło trochę wiśni więc trzeba było zjeść conieco :P


Wisła


Po kilku zdjęciach i najedzeniu się do syta ruszyliśmy drogą wzdłuż Wisły w stronę Góry Kalwarii. Zza niego nie było widać zbyt wiele, więc po kilkuset metrach (no może trochę ponad 1km) postanowiliśmy zobaczyć jak w tym miejscu wygląda rzeka. I co? Nie ma rzeki! Nie no coś tam płynie, ale tyle co nic...
Przybrzeżna wierzba.

Pustynia :D

Kto potrafi przeskoczyć przez Wisłe? :D



Powłóczyliśmy się trochę po tej piaszczystej wyspie.

Nie na moją nogę...

W samym centrum rosło coś na wzór lasu chyba. Sporo drzew, jeszcze więcej krzaków. Ogólnie jak w parku narodowym :D

Czas wracać do rowerów, bo późno...

Tym bardziej, że gromadziły się ciemne chmury

Jeszcze tylko skok przez Wisłę...

...opróżnienie butów z piasku...

i można jechać.
A mieliśmy jeszcze spory kawałek. Dochodziła 20. Do domu szacunkowo ok 30km. Po krótkiej naradzie nad mapą postanowiliśmy pojechać przez Sobienie-Jeziory, Natolin i Kościeliska. Droga strasznie nam się dłużyła chociaż mocno naciskaliśmy na pedały. Prędkość mimo zmęczenia utrzymywała się przez większość czasu powyżej 25km/h. Robiło się coraz ciemniej i chłodniej, a z żołądki coraz głośniej domagały się jedzenia. W Woli Rębkowskiej pożegnałem Marka i popędziłem do domu. Okazało się, że nasze szacunki co do odległości były trochę zaniżone. Z piaszczystej wyspy do domu licznik pokazał 36km. W domu byłem o 21:30.

Mapa wyjazdu:


Kategoria Z Markiem

Rankiem standardowo na miasto

  d a n e    w y j a z d u 89.00 km 20.00 km teren 04:15 h Pr.śr.:20.94 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Sobota, 28 czerwca 2008 | dodano: 29.06.2008

Rankiem standardowo na miasto po pieczywo. Od południa kosiłem trawę... Równo 2h biegania z kosiarką po trawniku, powiedzmy 8km z buta ;]

Kilka minut po 15 pod bramę podjechał Marek - idziemy na rowery.
Cel: Miastków Kościelny i Zwola Poduchowna.
Przewidywany dystans: ~60-70km

No to ruszamy. Trochę kołowania po Garwolinie, żeby nie jeździć obleganymi przez ludzi chodnikami i już jesteśmy w Zawadach. Tam zajechaliśmy pod mocno zaniedbany dworek... Niestety stoją znaki "Teren prywatny" i "Zakaz wjazdu", więc nie zabawiliśmy tam zbyt długo. Jedno zdjęcie:

I wracamy na drogę w stronę Górzna. W Reducinie w lewo na Chęciny. Mapa mówi, że jest tam "coś". Pytamy chłopaków pod dyskoteką w remizie - nic o niczym nie wiedzą. Zajeżdżamy do sklepu po coś do picia i tam pytamy. Odpowiedź taka sama. W sklepie ciekawa sytuacja ze sprzedawczynią nie widzącą cen na produktach nawet w okularach i z odległości ~10cm i jakimś lekko głuchawym dziadkiem-maniakiem automatów do gier :D
Stamtąd przez Brzegi jedziemy do Miastkowa Kościelnego. Przed Miastkowem widok na pola dojrzewającego zboża.

W Miastkowie wchodzimy na teren przywracanego właśnie do dawnej świetności dworku. Marek robi kilka(-naście?-dziesiąt?) zdjęć. Oto niektóre z nich:

Pozwiedzaliśmy też otoczenie dworu:

I miastkowski kościół. Oczywiście jak przystało na sobotnie popołudnie trafiliśmy na ślub.

Kolejny cel: Zwola Poduchowna. Tam ma być jakiś drewniany kościółek.
Po drodze wyprzedzili nas weselnicy. Dojeżdzamy na miejsca, a tam co? Ślub oczywiście :D

Jakiegoś pana spytaliśmy czy w Zwoli Poduchownej są jakieś zabytki. Odpowiedział, że były kiedyś, ale teraz już nic z nich nie zostało. Ale podobno w Wilczyskach jest coś wartego zobaczenia, więc ruszamy!
W pewnym momencie wyjechaliśmy z województwa mazowieckiego ;)
Po drodze złapał nas deszcz, więc zatrzymaliśmy się w stodole :D


W Wilczyskach w Kościele standardowo ślub. Spytaliśmy przechodzącego o jakiś dworek. Oto treść rozmowy (mniej więcej):
- Dzień dobry, nie wie pan gdzie w Wilczyskach jest jakiś dworek?
- Dzień dobry, jakiś dworek... to może szkoła?
- A jak tam dojechać?
- Już wam mówię. Koło tamtego kolesia w czerwonej czapce skręćcie w prawo, potem cały czas prosto, przejedziecie przez most na Wildze, a wy dalej prosto. Będzie rozwidlenie to na tym rozwidleniu w prawo i za tymi widłami jeszcze ze 150 metrów.
Podziękowaliśmy i jedziemy... Myśleliśmy, że to będzie jakaś droga, a to co? Ścieżka wydeptana przez ludzi... jak się potem okazało przez uczniów szkoły.
Oto most przez Wilgę: :D

I szkoła. Jak widać czas się tutaj zatrzymał. W klasach piece kaflowe. Za dworkiem murowany wychodek...

I ścieżka prowadząca do szkoły:

Rowery przed bramą dworu-szkoły:

Czas powoli wracać, ale jak zwykle inną drogą niż przyjechaliśmy tutaj. Wybraliśmy trasę na Ciechomin, Świder, Jagodne, Kujawy i zachaczająć o Oziemkówkę wrócić przez Przykory, Goździk i Unin.

No to jedziemy. Niestety przelecieliśmy skręt na Świder w Ciechominie i zatrzymaliśmy się dopiero w Januszówce (patrz mapa na dole strony). Wracać głupio... więc jedziemy na skróty przez pola i lasy. Droga bywała różnej jakości w tej przeprawie, ale po kilku km dotarliśmy do Świdra. Stamtąd do Jagodnego, gdzie osiągnęliśmy najwyższy punkt naszej wyprawy - 204 m.n.p.m. Garwolin jest położony około 70-80 metrów niżej, czyli do domu mamy z górki. :D
Jeszcze kapliczka stylizowana na wieżę :D

I podobny dom ;)

Za Jagodnem wróciliśmy do woj. mazowieckiego:

Na Kujawach to jeszcze rowerem nie byłem :D

Ale robi się późno więc mocniej dociskamy pedały. Chcemy jeszcze zobaczyć to "coś" co jest zaznaczone na mapie w Oziemkówce. W Miastkowie w prawo, w Miastkowie Starym ponownie w prawo i piaszczystą drogą przez las. Niestety nie znaleźliśmy tam nic godnego uwagi. Zataczając spore kółko wróciliśmy do asfaltu i skręciliśmy w lewo. I to był nasz błąd! Wróciliśmy ponownie do Miastkowa Starego..., a przecież chcieliśmy jechać do Przykór. Zatrzymaliśmy się za wsią i dumamy nad mapą: wracać głupio... do Miastkowa Kościelnego daleko więc jedziemy na skróty przez las. W lesie było momentami ciemno, na skrzyżowaniach wybieraliśmy drogę "na wyczucie", ale udało się dojechać. Stamtąd już przez Goździk i Unin przyciskając całkiem mocno pedały (25km/h praktycznie nie schodziło) równym asfaltem dojechaliśmy do Garwolina, gdzie się rozstaliśmy. Cała wyprawa praktycznie bez jedzenia - kiszki marsza grały :D
Mapa wyprawy:


Kategoria Z Markiem

Powolne i mozolne kręcenie

  d a n e    w y j a z d u 9.40 km 0.00 km teren 00:26 h Pr.śr.:21.69 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Środa, 25 czerwca 2008 | dodano: 25.06.2008

Powolne i mozolne kręcenie po mieście z nudów...


Kategoria Inne

Około południa wyskok z

  d a n e    w y j a z d u 60.10 km 2.50 km teren 03:18 h Pr.śr.:18.21 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Poniedziałek, 23 czerwca 2008 | dodano: 24.06.2008

Około południa wyskok z Piotrkiem: Garwolin - Wilga - "Morskie Oko" - Holendry - Wilga - Garwolin. Silny wiatr, w tamtą stronę prosto w twarz, więc i średnia niska. Na powrocie wiatr bardziej w plecy. Prędkości spore jak na rower. Przez Stoczek przelecieliśmy nie zwalniając poniżej 40km/h, a max był 51km/h - oczywiście po płaskim. Po drodze zrobiłem kilka zdjęć.

Pod sklepem w Trzciance

Wisła w Holendrach

Czereśnie :D

Było przez pole :D

I wracamy w stronę Wilgi, za wałem - rzeka Wilga.

Kościół w Wildze. No dobra, krzaki przed kościołem w Wildze.

Wracamy ;)


Wieczorem mała rundka po mieście w baaardzo spacerowym tempie.


Kategoria Z Piotrkiem

Po długiej przerwie

  d a n e    w y j a z d u 19.50 km 1.50 km teren 01:08 h Pr.śr.:17.21 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Niedziela, 22 czerwca 2008 | dodano: 23.06.2008

Po długiej przerwie powracam na "szlaki rowerowe".
Krótki wyjazd bardziej "rozgrzewkowy".
Pętla: Dom->Miętne->Wola Rębkowska->Dom.


Kategoria Sam

Pobiłem własny rekord w ilości

  d a n e    w y j a z d u 150.00 km 20.00 km teren 07:40 h Pr.śr.:19.57 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Sobota, 7 czerwca 2008 | dodano: 08.06.2008

Pobiłem własny rekord w ilości przejechanych kilometrów w dniu: 150km.
A oto opis całego wyjazdu.

Wyjazd planowany już od kilku(-nastu) dni. W końcu zdecydowaliśmy się na sobotę. Główne cele: Kuflew, Jeruzal, Mrozy, Cegłów.
Wyjazd: spotkani o 8:00 pod bankiem PKO w Garwolinie.
Planowany powrót: ok. 21:00
Przewidywany dystans: 100-110km

Pobudka 6:45. Szybko do piekarni po pieczywo na śniadanie i na wyjazd. O 7:40 wyruszam po resztę prowiantu. Spotykam Marka i ruszamy w stronę Parysowa. Jeszcze zdjątko przebiegu ogólnego u mnie przed domem:

Temperatura lekko ponad 20 stopni + lekki wiatr w twarz powodowały, że jechało się bardzo miło. Problemem był jednak spory ruch na drodze. Na szczęście za Parysowem skręciliśmy w stronę Kozłowa. Za Kozłowem rzuciliśmy rowery w krzaki i weszliśmy na szczyt góry, gdzie kiedyś znajdował się jakiś zamek. Teraz została po nim tylko owa górka. No ale jedziemy dalej, tereny równinne, droga najczęściej dobra, chociaż momentami sypki piach. Robi się coraz cieplej, ale wiatr dosyć skutecznie nas chłodzi. W miejscowości Dębe Małe wchodzimy na teren otaczający jakiś pałac, widać obecnie remontowany.


Wokół piękny kiedyś park, ogrodzony murem z piękną kutą bramą.
Żeby wejść trzeba było przecisnąć się przez dziurę w bramie ;)

W parku widać pozostałości po alejkach, wielkie stare drzewa i pewna osobliwość:



Stamtąd krótki przejazd do Latowicza. Oglądamy kościół od środka i z zewnątrz.


Chwilka na spojrzenie w mapę i kierujemy się do najciekawszego obecnie i najsławniejszego punktu trasy-Jeruzala. Tam nagrywany jest (był) popularny serial "Ranczo".
Ale zanim tam dojechaliśmy to zaraz za Latowiczem wypatrzyliśmy wiatrak:

Postanowiliśmy podjechać bliżej i zrobić dokładniejsze zdjęcia. Pani siedząca obok pozwoliła nam obejrzeć konstrukcję.

Niestety nie było możliwości wejścia do wewnątrz-schody tak spróchniałe, że łamały się pod małym naciskiem. I ja na fotce:

I jeszcze jedna:

No ale lecimy dalej. W Wężyczynie takie ładne autko ;)

I dotarliśmy do Jeruzalu. Kościół:

Rowery koło dzwonnicy:

I hmmm... rynek? A na nim sławny sklep, gdzie Pietrek i reszta ekipy "Rancza" popijają Mamrota :D

Tutaj ja na sławnej ławce no i rower :D

I razem z Markiem:

I taki szerszy widok:

No ale dochodzi godzina 12 więc trzeba ruszać dalej i poszukać jakiegoś cichego miejsca na posiłek. Na licznikach prawie 50km. Jedziemy w stronę Lipin i Dębowca-mapa pokazuje, że jest tam jakiś wiatrak
Zaraz za Jeruzalem taka dosyć głęboka dziurka w Ziemii:


No i znaleźliśmy miejscówkę z miękką trawką z dala od wody, a więc i komarów, za to były mrówki, które chciały nam chyba zwinąć nasz posiłek:

W Dębowcu po bezskutecznych poszukiwaniach wiatraka dowiadujemy się, że został rozebrany conajmniej 5 lat temu. Trudno... Teraz chcemy na Kuflew. Wg mapy wystarczy dojechać do Borków, za wsią koło mostka skręcić w lewo i dojedzie się do szlaku, który doprowadzi nas na miejsce. To teoria. W praktyce okazało się, że skończył się asfalt, zaczął las i taką drogą po ok. 10km wyjechaliśmy w Porzewnicy... czyli kilka km od Kuflewa.
Jak widać wioska ma bardzo dobre połączenia komunikacyjne...

Ponownie patrzymy w mapę. Wg niej kilka km przed nami we wsi Ogrodnica powinno być grodzisko... Chociaż jechaliśmy właściwą drogą nie zauważyliśmy takiej miejscowości. Wracać nie będziemy. Postanowiliśmy wyruszyć do Gołębiówki. Mapa mówi, że jest tam jakiś dwór. Z pomocą pani ze sklepu udało nam się trafić jedynie pod bramę. Postanowiliśmy więc objechać ogrodzenie. Jak się okazało trzeba też było objechać stawy-prywatne...
Dworek okazał się bardzo ładny, znad stawów wygląda tak:

Ale droga na grobli pomiędzy stawami już piękna nie była... Koleiny do łydek i dużo luźnego piachu-jazda niemożliwa.

Mieliśmy szczęście. Brama od tyłu była otwarta, na podwórzu pusto. Udało się zrobić kilka zdjęć.


Wg mapy wzdłuż stawów biegnie szlak turystyczny, który prowadzi potem do Rezerwatu "Przełom Witkówki". Niestety oznaczeń szlaku nie ma. Jechaliśmy na wyczucie i orientację typu: "to chyba w tamtą stronę". Ten sposób okazał się skuteczny. Przez piaszczyste lasy

dojechaliśmy tam, gdzie chcieliśmy, ale okazało się, to mało ciekawe.
W Gójszczu spytaliśmy spotkanych pań:
-Którędy do Mrozów?
-Musicie zawrócić i koło kapliczki w prawo i do Grodziska, ale to z dyszka leciutko będzie...
Podziękowaliśmy i ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Co to jest 10km, jak licznik dzienny dobija do 90?
Zapas wody się kończył, więc zaczęliśmy szukać sklepu. Niestety w Grodzisku zamknięte, musieliśmy pedałować spory kawałek na sucho do Mrozów i tam kupić po dosyć wysokich cenach. Tam pani powiedziała nam, że do Kuflewa trzeba jechać "cały czas prosto". W porządku, ale dojechaliśmy do ronda, a tam 5 dróg wyjazdowych, z których żadna nie była "na wprost". Spytaliśmy jakichś młodzików-pomogli, ale okazało się, że wysłali nas okrężną drogą... Ze 2km nadłożyliśmy, ale to nic. W Kuflewie w kościele akurat odbywał się ślub, więc zwiedzanie mocno utrudnione. Poza tym było już po 16. Jednak mapa pokazywała, że gdzieś tam jest dwór. Spotkany człowiek, powiedział, że jest on za kościołem koło stawów. No i rzeczywiście blisko stawów było nieduże wzniesienie zarośnięte drzewami. Ale jak tam wjechać? Objechaliśmy wzgórze dookoła, ale dworu jak nie było tak nie ma... No nic... Wracamy, a tu z krzaków wyłania się dwór z czerwonej cegły, a raczej ruiny.


Ale nie... to przecież nie dwór. Jedno pomieszczenie, drzwi jakby "na strych" od zewnątrz... to przecież obora lub inny budynek gospodarczy. Ale dwór musi być! Idę poszukać...

No i jest. Mocno zaniedbany i już mocno zmieniony. Drewniany strop zamieniony na betonowy. Zwały gruzu i kamieni. Ale budynek i tak ciekawy:



Jeszcze jedno zdjęcie i ruszamy.

A tu zaczyna kropić! Kilka kropel, ale przecież miało dzisiaj nie padać. No ale nic, jedziemy. Dochodzi 18. Niedługo mecz otwarcia Euro 2008, a my jeszcze ponad 40km od domu.
Wracamy. Musimy darować sobie Cegłow. Za mało czasu.
Ruszamy na Siennicę, tam ma dojechać Iwona. Po drodze jeszcze fajna sytuacja.
Nad jakimś stawem stoi taki posążek (czy jak to się tam zwie...)

Obok jest sklep, pod sklepem kilku "stałych klientów" nie pierwszej świeżości i trzeźwości. Marek wyciąga aparat, robi zdjęcia. Rozmowa:
Klient 1: Ej patrz! On ci zdjęcie robi!
Klient 2: A niech se robi...
Klient 1: Ale on to wyśle gdzieś i będą sie smiali z ciebie. (Marek chowa aparat) Ej ty, pokaz to zdjecie, gdzie je chowasz!
Klient 2: Oj daj mu spokoj, co mnie tam zdjęcie obchodzi...
Klient 1: Oddawaj to zdjecie! Gdzie je chowasz?!
Marek: Nie panom zdjęcia robimy, tylko tej figurce...
Klient 1: Aaaa... To co innego. A wiecie jaka jest jej historia?
No i koleś opowiedział nam ze wszystkimi ważnymi szczegółami i tymi nieważnymi też, że w tym stawie utopiła się córka dziedzica no i on właśnie coś takiego zamówił i zasponsorował.
Jedziemy dalej. W Siennicy odbijamy na Starogród i po chwili spotykamy Iwonę. Zaprasza nas do siebie, nie odmawiamy, ale tylko na kilka minut. Zaraz za Starogrodem zaczyna padać. Coraz mocniej i mocniej, a my pedałujemy coraz szybciej pomimo dużej ilości luźnego piachu. Na nic to się nie zdało. Zanim dojechaliśmy na miejsce przestało padać...
O 19:30 wyruszamy w stronę domu przez Wolę Starogrodzką i Parysów. Przed Parysowem krótka przerwa m.in. na kilka zdjęć.


To ja:

I "pan fotograf":

Droga do Garwolina przebiegała bardzo spokojnie. Poganialiśmy trochę szybciej niż rano. Do 25km/h. Dupa bolała, nogi też. Teraz kiedy piszę ten wpis dziwię się, że nie mam żadnych zakwasów. Zwykły ból ze zmęczenia, ale mało dokuczliwy.
W Garwolinie byliśmy ok. 20:40.
Zdjęcie stanu licznika dziennego wieczorem.

I licznika ogólnego.


Mapa wyjazdu:


Podsumowując: bardzo ciekawa wycieczka, zobaczyliśmy sporo interesujących miejsc, ale też udowodniliśmy sobie, że można przejechać wiele km bez wyżyłowanego tempa. W planie kolejne wycieczki. :)


Kategoria Z Markiem

Rano powrót z ogniska...

  d a n e    w y j a z d u 23.00 km 3.50 km teren 01:52 h Pr.śr.:12.32 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:
Piątek, 6 czerwca 2008 | dodano: 07.06.2008

Rano powrót z ogniska... 40 minut piechotką z rowerkiem obok-średnia w dół.
O 18 z Piotrkiem Garwolin-Michałówka-Puznów-Głosków-Łętów-Goździk-Unin-Garwolin + kręcenie się po Garwolinie.


Kategoria Inne, Z Piotrkiem