X

Archiwum

X

Kategorie bloga

X

Znajomi

wszyscy znajomi(2)
X

Szukaj


X

O mnie

Jestem sosna z Garwolina. Na tym blogu znajdziesz opis 14020.89 kilometrów moich tras z czego 187.50 w terenie.
Moja prędkość średnia to jedynie 22.66 km/h, ale cały czas rośnie. Więcej o mnie.

Moje rowery

Button rowerowy

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy sosna.bikestats.pl

sosna prowadzi tutaj blog rowerowy

sosna

Miętne

  d a n e    w y j a z d u 11.00 km 0.00 km teren 00:25 h Pr.śr.:26.40 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Poniedziałek, 29 czerwca 2009 | dodano: 29.06.2009

Wieczorem chwilę przed 21 do Miętnego i z powrotem.


Kategoria Sam

Parysów

  d a n e    w y j a z d u 26.00 km 7.00 km teren 01:05 h Pr.śr.:24.00 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Sobota, 27 czerwca 2009 | dodano: 27.06.2009

O 18:30 start z domu. Tym razem "na wschód", bo tam mnie dawno nie było. Ogólnie wymyśliłem, że polecę do Parysowa i wrócę przez Żabieniec i polami przez Puznów.

Ok. Wiatru prawie brak więc prędkość całkiem wysoka. Po 13 minutach byłem już w Głoskowie (6km). Na podjeździe pod górkę napisałem smsa do Krzyśka, czy jest w domu i ma chęć pogadać. Odpowiedź pozytywna, więc o 18:52 zawijam do niego pod dom. 9,8km w 22 minuty - średnio 26km/h ;)
Rozgadaliśmy się trochę, potem zaczął kropić deszcz. W końcu o 19:40 ruszyłem dalej. 7 minut później skręcałem w lewo w Parysowie w kierunku Trąbek. 3,5km w 7 minut - średnio 30km/h ;) Okazało się, że w Parysowie padało całkiem mocno, bo asfalt był całkiem mokry. Moje plecy i tyłek chwilę później też, chociaż odkryłem że przy prędkościach powyżej 35km/h nie chlapie po plecach ;)

[Kawałeczek za Parysowem]
Do Choin było mokro, potem już lepiej, prędkość ciągle całkiem wysoka, więc kilometry szybko się nabijały.

[Prosto na Trąbki, ja w prawo ;)]
W Żabieńcu skończył się asfalt i zaczęło błoto i wolna jazda. Powoli omijając większe kałuże dotarłem do Puznowa.

[Przed Puznowem]
Od Puznowa było już lepiej, mniej błota, więc całkiem szybko dojechałem do siebie. I tak przez trochę ponad godzinę zrobiłem 26km :)


Kategoria Sam

Wheelie ;)

  d a n e    w y j a z d u 16.00 km 0.00 km teren 00:50 h Pr.śr.:19.20 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Sobota, 20 czerwca 2009 | dodano: 20.06.2009

Ok 19:00 korzystając z braku wiatru wybrałem się poćwiczyć wheelie. Na mapce trasa przejazdu z zaznaczonymi odcinkami przejechanymi na tylnym kole.

Licznik nabił 16, ale no przednie koło przez sporo czasu było w górze. Kiedyś sprawdzę jaki dystans ma ta trasa.

I taka tam fotka z kładki w Miętnem...


Kategoria Sam

Wieczorkiem...

  d a n e    w y j a z d u 4.00 km 0.00 km teren 00:15 h Pr.śr.:16.00 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Piątek, 19 czerwca 2009 | dodano: 20.06.2009

Z nudów ok 21:20 małe kręcenie wzdłuż głównej...


Kategoria Sam

Kolejne samotne rowerowanie

  d a n e    w y j a z d u 46.00 km 7.00 km teren 02:10 h Pr.śr.:21.23 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Czwartek, 18 czerwca 2009 | dodano: 18.06.2009

Rankiem standardowo do piekarni po pieczywo - 2km.
Ok. 12:30 wyjazd "przejechać się", ale tak żeby wracać z wiatrem... No więc pojechałem w stronę Czyszkówka, tam na wiadukcie nad obwodnicą kilka minut przerwy na fotki ;) Następna przerwa zrobiła się w Górkach przed przejazdem kolejowym - trafiłem idealnie: 2 pociągi - 5 minut.

Dalej wzdłuż torów do Rudy Talubskiej, a stamtąd już "prosto do domu" zahaczając lekko o okolice stadionu. Zrobiła się 13:30. Zjadłem obiad, posiedziałem trochę przy kompie i uznałem, że czas na poprawkę. Tym razem planowałem dojechać do Górzna, tam skręcić w prawo, dojechać do głównej i dalej przez Kobylą Wolę, Talubę i Rudę Talubską wrócić do domu.
O 15 wyjechałem z domu. Zaraz po ruszeniu uznałem jednak, że Górzno jest za daleko jak na dzisiaj i zmieniłem plany na przejazd przez Mierżączkę. Ale i tak nic z tego. W Sławinach skręciłem w prawo i wyjechałem koło szpitala ;] Tam w lewo i jadę w kierunku obwodnicy. Miałem zamiar jednak dojechać do tej Kobylej Woli... Ale dojeżdżając do ronda usłyszałem za sobą skrzypienie pedałów i sapanie jakiegoś zmęczonego rowerzysty - chyba chciał mnie dogonić. Jednak nie dałem mu tej przyjemności, przyspieszyłem i skręciłem na Sulbiny. Tam jednak przypomniało mi się, że miałem jechać do Kobylej Woli ;] Więc postanowiłem "na skróty" wrócić do głównej. Skręciłem w jakąś leśną drogę, która to wg moich przewidywań miała mnie doprowadzić do lubelskiej. Po chwili okazało się jednak, że to jakaś w miarę prywatna droga, prowadząca do gospodarstwa. Pies obronny wyskoczył do mnie, więc nie było czasu na zawracanie tylko popędziłem dalej tą drogą omijając ogrodzenie. Tam dróżka była tylko udeptaną ścieżką wśród trawy. Po kilkuset metrach dojechałem w takie całkiem ciekawe miejsce:

Ale stamtąd prowadziła już tylko ścieżka wydeptana wśród trawy - o taka (wiem, krzywo ;]):

Na zawracanie nie miałem ochoty więc brnąłem dalej. Po kilku minutach zmagań z wysoką trawą w końcu dojechałem do jakiejś drogi, na której widać było miejscami piasek - znaczy się częściej używana. Ale nie znaczy, że lepsza. Przy omijaniu jednej z wielu kałuż zatrzymałem się w błocie - buty brudne ;]
Potem za poradą pana z grabiami pojechałem "na Feliksin"...

tylko zanim tam dojechałem to spotkałem kozy ;D :

W końcu jakoś dojechałem do asfaltu w Feliksinie, jak się okazało. Stamtąd już bez błądzenia ok 16:20 dojechałem do domu.


Kategoria Sam

Miało być męcząco

  d a n e    w y j a z d u 32.00 km 0.00 km teren 01:25 h Pr.śr.:22.59 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Poniedziałek, 15 czerwca 2009 | dodano: 15.06.2009

Ok. 16 z przesyłką do brata i przy okazji do Miętnego na kładkę.

Potem od 19:40 w kierunku Avonu, stamtąd wzdłuż obwodnicy aż do Lucina. Dalej przez Rudę Talubską, Górki, Rębków Parcele (czy jak to się tam zwie), Rębków, Wolę Rębkowską w okolice domu. Tam trochę kręcenia po swojej ulicy.
Zakwasów brak, a szkoda...


Kategoria Sam

Pierwszy dłuższy wyjazd w tym roku cz.3

  d a n e    w y j a z d u 29.00 km 0.00 km teren 01:20 h Pr.śr.:21.75 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Piątek, 1 maja 2009 | dodano: 05.05.2009

I kolejne fotki:

Kilka minut karmienia łabędzi, potem karmienia siebie snickersami i ruszamy dalej. Teraz chcemy zobaczyć twierdzę dęblińską. Znowu kojarząc drogę tylko z przejazdów pociągiem prowadzę w kierunku twierdzy. Ale zanim dojechaliśmy Iwona wypatrzyła jakiś cmentarz. Okazało się, że wojenny z lat 1920-1937. Zatrzymaliśmy się na chwilę i tam.

Dojechaliśmy pod twierdzę, dokładniej pod bramę Lubelską twierdzy. Piszę "pod", bo niestety jest to teren zajęty przez wojsko i zwiedzanie jest niemożliwe. Szkoda... Tylko taka fotka przez kraty.

Pojechaliśmy więc ścieżką w stronę mostu kolejowego. Po drodze jeszcze znaleźliśmy inną bramę prowadzącą na teren twierdzy, ale znany nam napis "wojennnaja zona" zagrodził nam drogę.

Potem postaliśmy kilka minut pod mostem, ponownie kilka fotek. Chyba zachowywaliśmy się jak japońscy turyści :D Każdy ze swoim aparatem i tylko robią zdjęcia ;]

Zajrzeliśmy w mapę i uznaliśmy, że jedziemy zobaczyć twierdzę z drugiej strony. Zanim dojechaliśmy zadzwoniłem do Damiana - kolegi z roku mieszkającego w Dęblinie. Dowiedziałem się od niego, że nie ma szans na zwiedzenie twierdzy.
Postanowiliśmy pojechać więc zobaczyć co słychać na moście.

A jak już na niego wjechaliśmy to zobaczyliśmy plażę w po drugiej stronie i postanowiliśmy zjeść tam nasz obiad. Pierwszy raz rowerem na lewym brzegu Wisły ;)
A trafić tam nie było łatwo. Najpierw przeszkodziliśmy jakiejś parze, która to "rozmawiała" na tylnym siedzeniu samochodu ;) Potem wjechaliśmy w dość głębokie błoto, ale w końcu daliśmy radę.
Rozsiedliśmy się na trawce i jedliśmy co nam zostało.

Posiedzieliśmy tam około godzinę. Chłodno i późno zaczęło się robić więc się zebraliśmy. Mieliśmy do pokonania most pod wiatr - całkiem silny ;)

Prędkość na moście:

Na stacji kupiliśmy bilety, a potem poszliśmy na lody ;] Całkiem dobre były, tylko za zimne :P Nam też było zimno :D
Tutaj cieplej ;)


Kredka! :D

Jakieś foto:

No i czekamy na otwarcie pociągu...

i nie możemy się doczekać... 18:10 a ten dalej zamknięty. Więc znowu Iwona w delegację zapytać czemu to tak. Okazało się, że musimy poczekać na połączenie składów pociągów. Ostatecznie ruszyliśmy chyba o 18:25...


Wysiedliśmy z Piotrkiem w Woli Rębkowskiej kilka minut po 19. Iwona pojechała do Pilawy. Chociaż wiatr się trochę uspokoił było chłodno. Do Garwolina dojechaliśmy dość spokojnym tempem. Rozjechaliśmy się w swoje strony na głównych światłach w Garwolinie.

Mapka wyjazdu:


Dziękuję Iwonie i Piotrkowi za fajną wycieczkę. Cieszę się, że wogóle wypaliła, bo miałem trochę wątpliwości. Mam nadzieję, że to nie ostatni nasz wyjazd ;)

Zapraszam do komentowania



Pierwszy dłuższy wyjazd w tym roku cz.2

  d a n e    w y j a z d u 29.00 km 0.00 km teren 01:20 h Pr.śr.:21.75 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Piątek, 1 maja 2009 | dodano: 05.05.2009

Kilkanaście minut później zatrzymaliśmy się przy leśnym pomniku upamiętniającym rozstrzelanie 16 osób w 1943r. Przy okazji odpoczęliśmy trochę od męczącego wiatru i wyciągnęliśmy pierwsze Snickersy.

Po powrocie na drogę okazało się, że nasz następny cel podróży, Stężyca jest za najbliższym zakrętem, więc dotarliśmy tam w kilka minut. Zatrzymaliśmy się przed "klasztorkiem" dla zrobienia kilku zdjęć.

Ale wg naszych informacji gdzieś w Stężycy miał się znajdować kościół gotycki z 1523r. Pojechaliśmy więc wg porad pani czekającej z psem na ciocię, tylko nie wiemy czyja to była ciocia - psa czy tej pani? ;D Trafiliśmy prawie bez problemu.

Wystarczy ;) Teraz fotki będą trochę miały trochę mniejszy rozmiar. A może nie zobaczycie różnicy.
Stamtąd "na moje oko" wróciliśmy do głównej i nawet się udało. Znowu powalczyliśmy trochę z wiatrem kierując się w stronę Dęblina. Gdy zobaczyliśmy drogowskaz <Nadwiślanka 1| skojarzyło mi się, że gdzieś tutaj powinien być jeden z fortów. Iwona postanowiła zdobyć trochę informacji na ten temat u ludzi spotkanych na drodze. Dowiedzieliśmy się, że z tego fortu to już niewiele zostało i że powinniśmy pojechać do Stawów, tam jest najlepiej zachowany fort. Ruszyliśmy więc wg ich wskazówek. Trochę nam jednak nie wyszło i wyjechaliśmy w okolicach stacji Dęblin. Jednak moje prześwity pamięci z cotygodniowych odwiedzin Dęblina podczas podróży pociągiem pozwoliły na dojechanie do stacji. Tam zapytaliśmy o pociąg powrotny i cenę przewozu roweru koleją. Okazało się, że pociąg o 18:15 będzie, a za rowery nie zapłacimy nic.
Wspaniale ;) To jedziemy na te Stawy. Wg wskazówek z Nadwiślanki mieliśmy przejechać 2 przejazdy kolejowe, tymczasem mijaliśmy tory już 4 raz, więc czas było zapytać o drogę. Znowu Iwona się zaoferowała, ale tak się w to zaangażowała, że mało co nie wywróciła swojej informatorki do rowu. Ta na szczęście się nie pogniewała i wskazała nam drogę, a nawet potowarzyszyła nam do najbliższego skrzyżowania.
Stamtąd już było niedaleko do fortu Mierzwiączka. Oto i on:

Rzuciłem rower i od razu pobiegłem na najbliższą górę i zrobiłem kilka fotek.

Ale Iwona i Piotrek nie poszli w moje ślady więc wróciłem do nich. A tam były łabędzie ;)

Spięliśmy rowery razem dla jakiegoś tam zabezpieczenia i poszliśmy zwiedzać, teraz już razem ;)
Widzę światełko w tunelu! A... to Iwona z lampką od roweru ;]

Jakaś taka znajoma ;P

Wyżej już się nie dało wejść ;)

Sex-shop, taki był napis nad wejściem.

Tak wiało ;]


Kategoria Inne

Pierwszy dłuższy wyjazd w tym roku cz.1

  d a n e    w y j a z d u 29.00 km 0.00 km teren 01:20 h Pr.śr.:21.75 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Piątek, 1 maja 2009 | dodano: 05.05.2009

Podejście nr 2 do pisania relacji z wyjazdu pierwszomajowego ;)

{Musiałem tak podzielić, bo za dużo było tekstu w jednym poście...}

Głupio się pisze jeszcze raz to samo, ale poprzednim razem Firefox zastrajkował i opis "do Maciejowic" poszedł się... pisać od nowa :/ Ale cóż począć...

Zbiórka zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami odbyła się o 9:00 w okolicach garwolińskich "filarów"/wjazdu na zieleniak. Gdy dotarłem na miejsce Iwona już była, Piotrek przybył chwilę po nas. Po krótkiej rozmowie okazało się, że wszyscy zapomnieliśmy noża, a jednak czymś trzeba sobie pomagać przy jedzeniu. Na szczęście dzięki szerokim kontaktom Iwony problem został zażegnany i ok. 9:10 ruszyliśmy w drogę.
Garwolin jak przystało na świąteczny poranek był można powiedzieć - opustoszały, więc bez większych trudności jechaliśmy w kierunku Lucina. Pogoda słoneczna, trochę chłodno i wietrznie, ale ubraliśmy się dość ciepło. Wiatr wiał w plecy, więc pomagał nam w pokonywaniu drogi.
Już za obwodnicą ;)

Ok. 9:55 wjechaliśmy do Łaskarzewa i w pierwszym otwartym sklepie zakupiliśmy małe zapasy glukozy pod postacią Snickersów, Trzybitów i czekolad. Po ok. 5 minutach ruszyliśmy dalej. Dojeżdżamy do ronda:

Łaskarzewski rynek:

I uciekamy z rynku:

Wiatr dalej wiał swoje, ale kierunku nie zmienił, więc jechało się całkiem miło i szybko. Tutaj już za Polikiem (chyba):

Przed Maciejowicami skręciliśmy na Podzamcze w kierunku drogi Sobolew-Maciejowice. To już fotka z tej drogi:

I jakiś przydrożny dom:

Ok. 10:35 zatrzymaliśmy się na chwilę przy pomniku Kościuszki przed Maciejowicami
Tu zdjęcie z Iwonką:

I bez niej:

Rowery i Piotrek-Fotograf:

Po kilku minutach ruszyliśmy dalej w stronę centrum Maciejowic, gdzie znowu zatrzymaliśmy się na chwilę. Iwona spotkała znajomych harcerzy, ja z Piotrkiem zrobiliśmy po zdjęciu. Znowu Iwona ;]

I bez niej:

Jeszcze przy wyjeździe zaciekawiła mnie ta kolektura totolotka ;)

Zaraz za Maciejowicami postanowiliśmy zjeść małe conieco. Ja nie byłem zbyt głodny, ale na miejsce spotkania miałem dużo bliżej, więc nie zdążyłem zgłodnieć. Przez kilka km nie mogliśmy jednak znaleźć kameralnej łąki odpowiedniej, żeby się na niej stołować. Ostatecznie ok. 11:00 stanęliśmy w młodym lasku, jak mnie potem dość dobitnie uświadomiono - sosnowym ;)
Pojedliśmy, więc chwila odpoczynku (dla rowerów też ;]):

Potem małe rozbieranie w celu zmiany spodni na krótsze i około 11:50 ruszyliśmy dalej.
Wiatr przestał być dla nas łaskawy - teraz wiał bardziej z boku, a czasem całkowicie z przodu i mocno przeszkadzał w jeździe. Ale i tak utrzymywaliśmy prędkość ok. 20km/h. Po przejechaniu kilku kilometrów od miejsca postoju znajoma niebieska tablica poinformowała nas, że właśnie wjechaliśmy do województwa lubelskiego,

a kawałeczek dalej powitano nas w gminie Stężyca.

Mój licznik w tym momencie pokazywał taki o to przebieg dzienny.


Kategoria Inne

Kręcenie przed jutrzejszym wyjazdem

  d a n e    w y j a z d u 40.00 km 3.00 km teren 02:11 h Pr.śr.:18.32 km/h Pr.max:0.00 km/h Temperatura: HR max: (%) HR avg: (%) Podjazdy: m Kalorie: kcal Rower:Victus ;]
Czwartek, 30 kwietnia 2009 | dodano: 03.05.2009

Wstępne plany na jutrzejszy wyjazd już są, więc pomyślałem, że mały rozruch się przyda.
Rankiem pojechałem więc 2x na miasto po jakieś tam zakupy, przy okazji kupując kilka puszek na wyjazd - 6km.
Potem wziąłem się za mały przegląd roweru połączony z czyszczeniem, no a po nim trzeba było sprawdzić czy wszystko działa - 2km.
Potem miałem do wykonania kilka "zadań specjalnych" przed domem, a po nich okazało się, że mam jeszcze trochę czasu (45 minut) do wyjścia na miasto (wymagane wolne ręce) więc postanowiłem się przejechać gdzieś w stronę wschodu. I tak ruszyłem w stronę Puznowa ulicą Parysowską. To ona kawałek za Garwolinem:

Potem przejechałem przez Puznów już asfaltem w kierunku Głoskowa

i kilkaset metrów przed końcem wsi skręciłem w prawo, żeby skrótem

dojechać do trasy Garwolin-Borowie-itd ;)
[minuta odpoczynku ;)]

[garwolińskie góry :D - dam radę podjechać? :P]

[tu już bardziej z górki]

[wlot do Garwolina]

I po 30 minutach od wyruszenia i przejechaniu 11,2km wróciłem do domu.

Po powrocie z miasta i posiedzeniu trochę w domu wybrałem się znowu na rower. Tym razem standardowo pojechałem w kierunku Miętnego, tam przejechałem przez kładkę na drugą stronę i korzystając z bezwietrznej pogody ćwiczyłem wheelie. Przejeżdżając obok Lechpolu nagle usłyszałem "sosnaaaaa!", wyhamowałem, zawracam a to Przemek ;) Pogadaliśmy kilka minut, ale przyjechał jego szef i musiał wracać do pracy. Pokręciłem się więc jeszcze trochę na 1 kole i przez Miętne ruszyłem w kierunku Woli Rębkowskiej.
[taka fotka z drogi]

[i taka miętno-stodołowo-zachodowa]

[i bliżej wietnamu]

Stamtąd dojechałem do obwodnicy, potem wzdłuż niej, aż do Wilgi i kładką znaną z zeszłorocznych wycieczek przejechałem do Czyszkówka.
[znad tego jeziorka co jest koło obwodnicy ;)]

Następnie wróciłem w swoje okolice przez Natalię, Lucin i osiedle na Targowej ;) W sumie tego dnia wyszło 40km.

Jeszcze mapka:


Kategoria Sam